De democratia

Posted: Lipiec 4, 2010 in 01. Doktryna
Tagi: ,

Poniżej polecam dwa rozsądne głosy o demokracji.
Ze swojej strony dodam, że obecny kształt ustroju demokratycznego jest obrazą dla jednostki jako członka społeczeństwa. Ustrój demokratyczny jest ślepy na zasługi na rzecz wspólnoty. Tyle samo ma do powiedzenia matka pięciorga dzieci, która dba o wychowanie swoich synów i ciężko pracuje, aby byli wartościowymi ludźmi oraz przysłowiowy żul.Ta jawna niesprawiedliwość odbija się na poziomie naszych reprezentantów. Polityk jako człowiek mądry wie, że musi zabiegać o głosy wszystkich. Dostosowuje więc swoją retorykę i program do przeciętnych, nie mających na względzie przyszłości i rozwoju kraju, oczekiwań większości. To nie wina polityków, że są skorumpowaną kastą niedotrzymującą obietnic- to wina systemu, który preferuje takich ludzi.

Co w zamian? Demokracja cenzusowa. Taki był ustrój Aten, taki był też ustrój w Wielkiej Brytanii kiedy monarchia powoli odchodziła w zapomnienie. Należy uzależnić ilość i wagę głosów jednostki stosownie do różnych czynników takich jak dochód, liczba dzieci, wykonywanie określonych zawodów, czy określonej działalności (np. charytatywnej).

Myślisz, że to niemożliwe? Wielkim błędem jest uznawanie obecnej sytuacji za coś trwałego. Historia to nieustanne, często niespodziewane zmiany. Wolisz aby w ramach obecnego ustroju na fali jakiegoś wielkiego kryzysu doszedł do władzy kolejny Hitler (tak- wybrano go w demokratycznych wyborach)? Czy może lepiej zreformować system, uczynić go mądrzejszym?

Zresztą zmiany są nieuniknione. Na zachodzie za kilkadziesiąt lat to muzułmanie będą w stanie przejąc władzę w ramach demokratycznych wyborów- będzie ich po prostu więcej. Problemem jest to, że muzułmanie wcale się nie asymilują, ich kultura jest bardzo hermetyczna, poza tym kultywują ją dużo bardziej niż Europejczycy swoją. Będą więc chcieli przemodelować Europę na swój wzór. Sprawa jest prosta- czeka nas albo wojna domowa albo zmiana ustroju, która to zmiana uniemożliwi muzułmanom dojście do władzy. To wszystko rozstrzygnie się jeszcze za naszego życia i warto o tym pamiętać.

Poniżej obiecane linki.

W szpitalu ogłoszono konkurs na dyrektora. Decydować o wyborze będzie jakaś komisja w oparciu o określone kryteria. Demokracja w tym przypadku nie istnieje. Tymczasem przeciętna rejestratorka, szatniarka albo okulistka więcej wie o funkcjonowaniu szpitala, niż większość Polaków o funkcjonowaniu państwa i o polityce. Oddanie decyzji o obsadzie władz szpitala w ręce rejestratorek oznaczałoby, że szpital działa w interesie personelu, a nie pacjentów, co zakrawa oczywiście na absurd. W restauracji również źle się dzieje, kiedy o sposobie przyjmowania zamówień od klientów decyduje związek zawodowy kelnerów. Właściwie kelnerów i kelnerek, jak chcą miłośnicy równouprawnienia.

całość: ViVa Poland

Poprzez demokrację próbuje się nam wmówić, że wszyscy jesteśmy równi, że nie ma tak naprawdę różnicy pomiędzy dziećmi, potem dorosłymi itd., ponieważ „wszyscy jesteśmy unikalni”. To wielka bzdura. Wszyscy w oczywisty sposób się różnimy i wartościowanie nie leży w granicach naszej woli, ono dokonuje się samo. Mam na myśli to, że nawet jeśli społecznie umówimy się, że „jesteśmy równi” to nadal równymi nie będziemy.

całość: Myśli Cynika

Reklamy
Komentarze
  1. matchius pisze:

    Co to w ogóle za pogląd jest?? WTF??
    To z deczka oznaczałoby że, jeśli urodzisz się w Plebsie pozostaniesz w nim na zawsze…
    Bo jeśli, mądrzy – bogaci będą mieli większe prawa głosu, nie będą chcieli umożliwić bogacenie sie innym..

  2. Patrzysz wycinkowo, a więc błędnie. Po pierwsze ustrój taki już funkcjonował i nic takiego nie miało miejsca. Po drugie wyraźnie napisałem, że tutaj czynnikiem nie jest dochód, a różne aspekty przyczyniające się do rozwoju społeczeństwa (w tym MIĘDZY INNYMI dochód)- dla mnie działalność na rzecz społeczności, czy liczba dzieci to istotniejsze czynniki niż dochód. A Ty i szereg innych osób nie wiem czemu tak uczepia się tego cenzusu majątkowego, zabawne.
    Po trzecie to klasa średnia jest najliczniejsza (a nie oligarchowie), a więc ludzie średnio zamożni i to oni powinni mieć największy wpływ na rządy- tak zresztą uważał już Arystoteles.
    Po czwarte ustrój społeczno-polityczny jest oparty na trudnozmienialnej konstytucji, w której zawarte są podstawowe prawa gwarantujące równość na polu gospodarczym etc.

    • dr. Stolzmann pisze:

      Cześć, Oskarze. Na początek ukłony w Twoją stronę za pracę, jaką wykonałeś tworząc tę stronę. Efekt doprawdy onieśmiela!

      A teraz – ad rem.

      Zwrot ku demokracji cenzusowej to od lat oczko w głowie liberałów odcinających się od tradycji demoliberalizmu anglosaskiego. Zasadnicze pytanie brzmi: czy aby na pewno taki wariant systemu demokratycznego jest bardziej do pogodzenia z fundamentami paradygmatu liberalnego, niż dwudziestowieczna demokracja egalitarna? Szkopuł tkwi bowiem w tym, że treść dowolnego cenzusu nieodmiennie ustalałoby państwo. Ergo: każdy cenzus, nawet stosunkowo neutralny klasowo – jak cenzus wykształcenia – mógłby stanowić niebezpieczny precedens, umożliwiający aparatowi państwa dostosowywanie prawa wyborczego do oczekiwań swoich sponsorów. Parafrazując tyczące się progresji podatkowej słowa L. Thiersa: „Powszechność jest zasadą, cenzus – nieograniczonym polem dalszej manipulacji”.

      Ochlokracja dnia dzisiejszego mogłaby zatem niepostrzeżenie zamienić się w plutokrację – lub inny rodzaj oligarchii – jutra.

      • @dr. Stolzmann

        Miło mi, że tutaj zawitałeś. Chociaż z drugiej strony będę musiał podciągnąć poziom merytoryczny bo inaczej będziesz mnie łajał 😉 Ale to dobrze, im więcej osób, które mnie wypunktują tym lepiej.

        Nie ukrywam, że o cenzusach, czy testach określających wagę głosu dobrze rozprawia się tylko teoretycznie i z perspektywy „to my mamy władzę i zrobimy tak, żeby było dobrze [dla nas- można by dodać]”.

        To co jest realne to duża autonomia regionów, ale uwaga z prawem do dużej dowolności stanowienia ustroju w ramach regionu. Wolna konkurencja ustrojów na niewielkim przecież terenie Polski byłaby moim zdaniem zdrowa. Pamiętajmy zresztą, że możliwość głosowania to uprawnienie, które powinno być mimo wszystko zróżnicowane (ale nie odebrane komukolwiek całkowicie!) zależnie od wkładu jednostki we „wspólnotę” (nie lubię tego słowa, ale cóż). Decentralizując to po trosze bronimy tego o czym piszesz. Być może więc warto pochylić się nad tym tematem na poziomie regionów. W końcu im ustrój bliżej ludzi, których bezpośrednio dotyczy, tym mniejsze prawdopodobieństwo jego wypaczenia.
        Pytanie czy możemy jakikolwiek ustrój uchronić przed wypaczeniem, bez ingerencji państwa, która może być tak jak w tym miejscu (tzn. przy cenzusach na poziomie centralnym) sprzeczna z duchem doktryny?

  3. witek pisze:

    Sposobów jest wiele i wiele prostych.

    1. Płacić za prawo głosu symboliczne 20zł. Wystarczy na opłacenie komisji, organizacji wyborów, a żule nie będa głosować, a inni ludzie przemyślą 3 razy zanim oddadzą głos.

    2. Zlikwidować wybory prezydenckie i w ich miejsce pozwolić parlamentowi wybierać wybierać go. Wtedy jednak uprawnienia prezydenta musiały by być zmienione, w obecnej sytuacji inicjatywa ustawodawcza i weto, powinna służyć właśnie opozycji oraz obronie konstytucji, natomiast przy wybieraniu go przez sejm było by to kuziozum. Mimo wszystko nadal pośrednio byśmy go wybierali, bo przecież sejm wybraliśmy, a sejm np. musiałby wybrać 2/3 głosów prezydenta, więc nadal musiałby być w miarę między partyjny.

    3. Modyfikacja ustawodastwa. Ustawy powinny wchodzić w życie 10 lat po uchwaleniu. Można ich uchawlenie jeszcze przez najbliższe 4 lata anulować, ale potem już nie. (Zarówno pozwoli to ludziom i przedśiebiorcom planować inwestycje, przygotować niezbędne sprawy, znać koszta podatkowe. Z koleji posłowie i prezydent nie będą opowiadać i uchwalać ustaw tylko po to aby rozdać nie swoje pieniądze, aby wygrać w następnych wyborach.)

    To tak na początek.

    • Jestem zwolennikiem systemu prezydenckiego. Opłata za głosowanie to też oczywiście dobry pomysł uzupełniający to o czym piszę.
      pzdr

      • Dr Faustus pisze:

        Hmmm pytam tak z ciekawości: a co by się stało i czy możliwa byłaby taka patologia, że przy odpowiedniej manipulacji, z czasem cena za możliwość głosowania byłaby coraz wyższa, doprowadzając do takiej sytuacji, iż np. za prawo do głosu trzeba by było uiścić dajmy na to 25 000 zł. Wtedy głosować mogliby tylko ludzie bardzo zamożni – Kulczyki i inne typy. To byłoby niezbyt dobre rozwiązanie, bo doprowadziłoby do tego, że faktycznie wybieraliby władzę bogacze. Jak się przed tym zabezpieczyć? I czy w ogóle mogłoby to być realnym zagrożeniem?

  4. Lujan pisze:

    mam pytanie do autora – jesteś osobą wierzącą?

    wiem, że w żaden sposób nie dotyczy ono tematu, pytam z czystej ciekawości.

  5. mistr pisze:

    Laudator – miażdzysz – oby więcej takich wpisów. Co do kolegi od pytania odnośnie wiary… religijność ogranicza, gdyż taka osoba bardziej przychylna jest wyznawcom tej samej wiary.
    Myślę, że osoby z otwartymi umysłami zdecydowanie częściej powiedzą Ci słynne słowa Einsteina : „Jestem głęboko wierzącym ateistą”. Sam sens tych słów jest głęboko duchowy.

  6. @Lujan
    Wierzę, ale nie jest istotna dla mnie forma jaką nadaje się wierze, a więc religia. Na religię patrzę użytecznościowo. To chyba Hegel powiedział, że religia w sposób obrazowy przedstawia prawdy, które filozofia ujmuje w sposób pojęciowy. I dlatego jest niezbędna, aprobuję ją, ale się tym nie ograniczam.
    A wojujący ateiści to szkodniki społeczne.

    • kilo pisze:

      Mógłbyś rozwinąć temat i wyjaśnić dlaczego wojujący ateiści to wg. Ciebie szkodniki społeczne?

      • @kilo
        Bo jak napisałem religia spełnia bardzo ważną funkcje społeczną, jest elementem ładu niezbędnym do konsolidacji społeczeństwa i oparcia go na trwałych wartościach w dłuższej perspektywie czasowej.
        Kolokwialnie rzecz ujmując wygrywa to społeczeństwo, w którym ludzie nie będą obawiali się zginać za wiarę (tak w/w obszerny przecież temat ujmuje JKM).

        Analogicznie rzecz się ma z kosmopolityzmem, który jednak dużo trudniej przebija się do dyskursu społecznego w porównaniu z tzw. wojującym ateizmem.

        • witek pisze:

          Oh. Gdyby społeczeństwo było wystarczająco dobrze poinformowane, wiedziało na czym polega nauka, to ateistyczne społeczeństwo nie było by takie złe. Patrz takie Czechy. Sam jestem ateistą, ale niekoniecznie wojującym, póki nie wpieprzają mi się wierzący w moje sprawy to nie obchodzi co oni sami robią. Wojować, to mogę jedynie z prawdami urągającymi logice i wiedzy naukowe, ale wiara ma to do siebie, że trwa mimo dowód przeciw, więc jedyne co mogę robić to po prostu czekać, aż taki kościół sam się wykończy co robi znakomicie.

          • Po pierwsze Twój model jest niemożliwy do wcielenia w życie (model światłego społ.). Po drugie takie społeczeństwo byłoby „słabsze” od społeczeństwa wierzących (zakładając identyczny charakter innych „zmiennych”).
            Możesz by ateistą, grunt żebyś nie był a. wojującym tzn. antyteistą, zwalczającym boga.

            Co do dowodów. Na gruncie logiki nie da się udowodnić ani istnienia, ani nieistnienia boga.

          • A jeszcze jedno. Studia filozoficznie dobitnie pokazują, że temat wcale nie jest taki łatwy, prosty i przyjemny. Już sama podstawa sporu, a więc dowody na istnienie boga autorstwa św. Anzelma, Augustyna, Tomasza, (a sięgając wcześniej dowody na istnienie pierwszej przyczyny chociażby u Arystotelesa, na którym Tomasz bazował) dają niezłą bazę do przemyśleń.

          • witek pisze:

            Chyba nie zrozumiałeś co napisałem. Właśnie ja nie chce go „wprowadzać”! Wykiełkuje się sam.

          • Nie zdąży. Prędzej władzę wezmą muzułmanie. Poza tym może być wręcz przeciwnie tzn. nawrót do wiary. Bardzo polecam nową tekę Klubu Jagiellońskiego Pressje „Witamy w nowym średniowieczu”. Są tam naprawdę bardzo ciekawe poglądy socjologa Sorokina. Do nabycia w empikach.

            pzdr

          • Witek pisze:

            Pressje to ja mam za darmo u siebie w Krakowie 🙂 Co do powrótu, to już powrót nastąpił jakieś 20 lat temu, zwłaszcza w USA.

            A z tą ekspansją muzułanów to prawda oczywiście. Główna wina Francji, Niemiec i programów socjalnych. W takim tempie nie ma możliwości ich asymilacji, bo są hermetyczni. tylko to oni będą asymilować nas niedługo.

  7. @Oszołom
    Daj mi czas do środy, jeszcze jedno zaliczenie mnie czeka 🙂 Zamelduję się lada moment

  8. Lujan pisze:

    „Co do dowodów. Na gruncie logiki nie da się udowodnić ani istnienia, ani nieistnienia boga.”

    Nie da się także udowodnić istnienia, ani nieistnienia latających psów wielkości domu, co Ty na to? 🙂

    Religia chrześcijańska to jedna wielka bzdura – zaczynając od biblii, poprzez ludzi jej wyznającej (np. w biblii opisane jest podejście do mężczyzn z długimi włosami, o tym, że nie można się modlić do figurek, czy też że modlić powinno się w odosobnieniu, a nie np. w kościołach).

    Gdybyś poszedł do psychiatry i powiedział, że widzisz i rozmawiasz z niewidzialną osobą, co by Ci poradził? 🙂 U nas jest to normalne…

  9. @Lujan
    W każdej dziedzinie, w której zabieram głos staram się mieć wiedzę. Twoje pierwsze zdanie to klasyczny błąd obalony już przez Anzelma. Reszta Twojej wypowiedzi dotyczy religii, a nie wiary, a o tym napisałem już w komentarzach wyżej.
    Jakkolwiek filozofia bywa obecnie pogardzana, to jej znajomość jest niezbędna do podejmowania takich tematów na poważnie (a nie ucinania na zasadzie latających psów)- w tym przypadku dobrą bazą do przemyśleń jest znajomość Platona, Arystotelesa i na ich podstawie przeczytanie np. Historii filozofii chrześcijańskiej Etienne Gilsona, bardzo dobra książka.
    Uwierz, że tymi sprawami zajmowały się dużo tęższe głowy od nas, więc nie jest to coś co można zamknąć w dwóch durnych filmikach jak mój mecenas Damianero.
    Ateistą już byłem, pisałem mniej więcej to co Ty. I pamiętaj, że tylko krowa nie zmienia poglądów, nie wiadomo co Cię czeka 🙂

    pzdr

  10. Lujan pisze:

    „dowody na istnienie boga autorstwa św. Anzelma, Augustyna, Tomasza, (a sięgając wcześniej dowody na istnienie pierwszej przyczyny chociażby u Arystotelesa, na którym Tomasz bazował) dają niezłą bazę do przemyśleń.”

    Dowody? Ja tam nie widzę ANI JEDNEGO dowodu, wybacz.

    Kościół także nie pozwala nam cieszyć się wolnością, przede wszystkim poprzez wprowadzony obowiązkowy PODATEK NA KOŚCIÓŁ!

    Dosyć, że mogą dorabiać sobie w szkołach prowadząc banalne lekcję religii, to (z tego co ostatnio obiło mi się o uszy – nie jest to sprawdzona wiadomość) szkoła płaci za nich ZUS, więc w przyszłości mają szanse na emeryturę 🙂

    Do tego warto dodać tacę i „cołaski”. Żyć nie umierać.

  11. Cynik pisze:

    Moim zdaniem to wielki nadużycie- nazywanie wojujących ateistów „szkodnikami społecznymi”. Zresztą, o ateistach można mówić wiele, ale jednak pomimo swych cech,religia jest przeżytkiem i kompletną bzdurą. Chociażby dlatego „wojujący ateiści” mają rację bytu, ponieważ chcą coś zmienić, a nie trwać w tej wszechogarniającej głupocie. W filozofii, szczególnie współczesnej odnalezienie naprawdę mocnych i merytorycznie słusznych argumentów nie jest czymś trudnym, zresztą, i tak zawsze do rozwiązania tego sporu wystarczyła stara, dobra logika. Gdy się głębiej zastanawiam nad funkcjonalnością religii w społeczeństwie to dochodzę do wniosku, że religia nie niesie i nigdy nie niosła ze sobą niczego dobrego, czego nie dałoby się zastąpić. Moim zdaniem religia powinna bezpowrotnie zniknąć z życia społecznego i ogólnie- z globalnego dyskursu. To oczywisty bezsens i obraza dla ludzkiej godności.

    • Religia przeżytkiem i bzdurą? Który to z pierwszych socjologów chciał zastąpi religię czymś analogicznym tylko właśnie takim, aby nie było obrazą dla ludzkości? Comte?
      Te pomysły stawiam na półce obok Fouriera i Saint Simona- ten sam stopień realności.
      Co do reszty- wszystko już opisałem w komentarzach wyżej.

      • witek pisze:

        Religia i ogólnie mistyka, ma jakąś tam rację bytu, ale został w dużej mierze pozbawiona siły przebicia czy wartości w ścisłych dyskusjach. Zastąpić jej się oczywiście nie da, bo jest to związane z psychologią i socjologią człowieka. Może być przeżytkiem, w sensie że jest niezgodna z nowoczesnością, ale nie oznacza to że ją trzeba tępić, albo że w ogóle da się ja wyplenić (twierdze, więc że wyplenianie miało by dokładnie odwrotny skutek).

    • Boldgrim pisze:

      Po pierwsze chciałbym pogratulować artykułu jak samej witryny. Świetna robota, oby tak dalej. Co do wiary, tak jak wspominał Laudator, trzeba odróżnić wiarę od religii. W dzisiejszym świecie, wiele osób zapomina o tej subtelnej różnicy. Moim zdaniem wiara jest niezbędna dla człowieka…Nawet nieświadomie każdy z Nas wierzy w coś, to naturalna kolej rzeczy. Dzięki wierze, człowiek może dokonać to czego nie jest w stanie w zwyczajnych sytuacjach. coraz rzadziej mamy do czynienia z chwilami, które tego wymagają, żyjemy w usystematyzowanych ramach i złudzeniach dających nam wyobrażenie bezpieczeństwa i stabilizacji. Jednak biorąc pod uwagę to nad czym zastanawiały się dawniej i teraz, tęgie głowy tj. początek wszechświata, sens życia można dojść do ciekawych wniosków na które nie ma odpowiedzi, a nauka bezradnie rozkłada ręce. Wiara jest częścią życia, religia dobrym(lub gorszym) systemem nadającym ład, jednoczącym i dającym odpowiedz grupie na podstawowe pytania, które nie mają jednoznacznej odpowiedzi. Ludzie, którzy się burzą słysząc słowo „wiara, religia” w moim mniemaniu są ograniczeni…trzeba zrozumieć podstawy ich działania, przeanalizować to wszystko i wyciągnąć wnioski po co tak na prawdę to wszystko istnieje, a otrzymamy odpowiedz. A czy będziemy wierni religii i wierze czy może jednemu lub drugiemu osobno, to już nasza decyzja, która nie wymaga głośnej krytyki czegokolwiek.

  12. Lujan pisze:

    Chyba znów napisałem na temat religii, a nie wiary.

    Dopóki ktoś logicznie nie wyjaśni (i udokumentuje) w jaki sposób powstał świat, będe wierzył że istnieje coś, co nas stworzyło.

    Jednak z pewnością nie uwierzę w boga takiego, jakiego widzimy go w kościołach i biblii, gdyż jest to po prostu głupota.

    Pozdrawiam

  13. Lujan pisze:

    „Moim zdaniem to wielki nadużycie- nazywanie wojujących ateistów „szkodnikami społecznymi””

    Wydaje mi się, że się mylisz. Skoro jesteś ateistą, wiesz że chrześcijański bóg nie istnieje, to po co masz przekonywać o tym innych ludzi? Nie lepiej po prostu żyć w świadomości, że jest sie krok dalej od tych wszystkich moherów? 🙂

  14. teekey pisze:

    Uroki Wiary – nie ma dowodów za i przeciw, każdy może mieć rację i nigdy się tego nie dowiemy, dlatego trzeba pozwolić żyć jak kto chce i uważa.

    Co do argumentu o sile wiary – wystarczy zobaczyć jak nasze moherowe bojówki działają, jaki wpływ na wyborców mają płomienne wystąpienia księży w niedziele. Sam, mimo iż uważam 90% kleru za biznesmanów, a nie wysłanników Większego Bytu, miałem okazję gościć w kościele wczoraj. Bo proboszcz już nie pierwszy raz (zarówno w wyborach parlamentarnych jak i prezydenckich) łamał ciszę wyborczą i z ambony grzmiał na lud. Żałuje, że nie wziąłem dyktafonu…
    Nie mniej (nie umniejszając szukającym ukojenia w Kościele), religia jest dla osób, które szukają ochrony. Większość z nas ma wciąż mentalność chłopską, w której dobrze czujemy się jeśli ktoś nami przewodzi. Jeśli nie będzie do Bóg, to ludzie znajdą sobie innego bożka w postaci ludzkiej, a mało kto (np. wspomniany Hitler), nie wykorzysta tej władzy do szerzenia swoich własnych wartości i celów. Siła Islamu nie polega na wierze w Allaha, lecz na wielowiekowym tradycjom, które nie zmieniały się po dziś dzień. Stety, lub niestety kościół katolicki, dał się porwać biegowi czasu i postępowi by zamiast w duchu siły i strachu iść drogą tolerancji i wyboru. W naszym odczuciu to dobrze, bo Kościół dojrzał, ale przez to religia ta stała się jeszcze słabsza.
    Masz rację – religia daje siłę, spaja itp. Ale nie religia wyznawana przez europejczyków. To Islam jest przykładem gdzie religia łączy się z całym życiem i nawet jeśli ktoś nie wyznaje tam zasad koranicznych to tradycja zawsze zostanie uszanowana. W efekcie nawet niewierzący pochodzenia muzułmańskiego stanowią zagrożenie dla suwerenności Europy.

    Ale odbiegam od tematu.
    Sam fakt, że ktoś jest obywatelem Państwa Polskiego daje mu prawo do głosowania. Nie ma miary by określić czy ktoś bardziej zasługuje na to prawo czy nie. Różnie w życiu bywa, wśród owych żuli znajdują się ludzie, którzy nie mieli takiego łatwego startu jak my. Nie mieli możliwości zdobycia edukacji, a bez wyższego wykształcenia teraz nawet chemii na półki nie wyłożysz.
    Przypomina mi się skecz Carlosa Mencii. Czemu inteligentni ludzie nie mają dzieci? Bo to cholerny wydatek, dodatkowa morda do wyżywienia, koszty edukacji (np. prywatnej). A kto robi dzieci? Biedacy – bo oni nie martwią się, że nie będą mieli pieniędzy na jedzenie – bo już nie mają, nie boją się, za co ich dziecko pójdzie na uniwerek – bo nie mają pieniędzy. Najwięcej dzieci mają ludzie, którzy nie osiągają w życiu niczego (po raz kolejny przypominam, że są wyjątki), dlaczego więc rodzina, które z pieniędzy tych bogaczy (zasiłki, zapomogi dla dużych rodzin idą z podatków) mają mieć takie same prawa jak Ci, w których rodzinach matka i ojciec muszą pracować na utrzymanie nie dość, że swoich dzieci to również tych obiboków.
    Wpłynie to na przyrost naturalny? Jeśli dojdzie do sytuacji, że będę w stanie sam utrzymać 5 osobową rodzinę, w czasie gdy żona nie pracuje, zajmując się domem, to daje wam słowo, będę płodził dzieciaki ile wlezie, ale na chwilę obecną – jest to inwestycja dość nieopłacalna, nieprawdaż?

    • O religii nie będę już pisał, nie o tym jest notka, a to temat, w którym po pierwsze panuje wyjątkowa ignorancja (nie mówię, że akurat tutaj), a po drugie towarzyszą mu największe emocje.
      Co do demokracji. Traktujesz głosowanie jako naturalne uprawnienie, a nie przywilej. Cóż to spojrzenie towarzyszy Europie od ponad 50 lat i jest błędne.
      Po drugie popełniasz błąd patrzenia na proponowane przeze mnie rozwiązania z obecne sytuacji, a nie sytuacji wolnorynkowej. Stąd też przedostatni akapit Twojej wypowiedzi nie ma racji bytu.
      Słusznie zauważasz, że obecny system preferuje zachowania skierowane przeciw gatunkowi- to jest jego największa zbrodnia.

      pzdr

      • teekey pisze:

        Czyli efekt domino, bez ruszenia systemu rynkowego nie ma racji bytu, a co za tym idzie, każda zmiana wymusza inną, a jak się kilka srok za ogon łapie to można czegoś nie dopilnować i wyjdzie gównie, być może gorsze od tego co mamy teraz. Bo na chwilę obecną jesteśmy do takiego stanu rzeczy przyzwyczajeni. Wiemy jak się jako tako bronić i zapobiegać. Gdy wejdzie nowy system pojawią się nowe błędy, a starych od razu się nie załata (zupełnie jak prawo Murphiego).
        Przywilej powiadasz? Sam źle to ująłem, to obowiązek każdego dorosłego obywatela. Z drugiej strony do bani taki przywilej jeśli muszę wybierać pomiędzy złami. Nie ma kandydata idealnego i nigdy nie będzie. To co zgodnie ze swoim przekonaniem nie powinienem głosować?

  15. @teekey
    To co piszesz jest dosyć bezrefleksyjne historycznie. Przecież historia to ciągłe zmiany, nikt już chyba nie bierze na poważnie Fukuyamy. Oczywiście, że opowiadam się za całościową zmianą ustroju, a zmiana tzw. społecznej gospodarki rynkowej na wolny rynek jest najważniejsza. Stąd też przed tym postem powstał inny dotyczący wolnego rynku.
    A głosowanie przecież ZAWSZE było przywilejem, temu po prostu nie da się zaprzeczyć. Dopiero od 50 lat jest inaczej, przyznasz, że to niewiele.
    Oczywiście, że osoba która uważa, że jej wiedza o polityce jest nikła dokona mądrego wyboru jeśli zostanie w domu. i zdecydowanie bardziej cenię taką osobę od innej, która pójdzie do wyborów tylko dlatego bo oglądnęła reklamę z Borysem Szycem.
    A co do Ciebie jeśli uważasz, że obydwaj kandydaci są źli i nie potrafisz określić, który z nich to mniejsze zło, to oddaj głos nieważny. W poprzedniej turze było ich ponad 100 000, w tej nie wiem ile.

    pzdr

  16. Dirk pisze:

    Jestem za demokracją !! cenzusową bądź systemem prezydenckim .
    I tylko ci powinni mieć głos którzy tworzą przyszłość narodu .
    Czy ktoś kto nie ma nic i nie potrafi sobie zorganizować życia na odpowiednim poziomie nie potrafi utrzymać rodziny powinien decydować o losie ludzi którzy budują dobrobyt społeczeństwa ? NIE ! bo to nie moralne …
    świetna strona

  17. Lujan pisze:

    Wyrzucił chłopak z siebie wszystko 😀

    PS przepraszam za zamieszanie, bo to ja rozpocząłem dyskusję o religii 🙂 choć z drugiej strony pobiliśmy ilość komentów pod jedną notką… 😛

  18. Cynik pisze:

    Skończyłem studia socjologiczne,więc siłą rzeczy znam poglądy klasyków socjologii, jednak w tej dyskusji mnie one nie obchodzą. Napisałem co ja sądzę o religii, nie opierając się na Weberze czy Saint-Simone. Nie chcąc znów sztucznie rozbudzać dyskusji zaznaczę, iż nie zgadzam się z większością wpisów i nadal obstaję przy tym, iż religię powinno się wykluczyć z życia społecznego. Zauważyłem, że większość z Was podchodzi do niej w sposób instrumentalny, traktujecie ją jako środek do czegoś w społeczeństwie. Do tych samych celów moim zdaniem da się dojść w inny, bardziej racjonalny sposób, bez odwoływania się do schizofrenicznych wyobrażeń mas. Oczywiście, nie każdy musi się ze mną zgadzać.
    Polecę tu nieco autoreklamą- z racji, iż ta strona dopiero „raczkuje”, zapraszam na swojego bloga, w wolnej chwili, po przeczytaniu LL zapraszam do poczytania moich tekstów. http://myslicynika.blogspot.com/ Link jest także na dole tego artykułu, ponieważ mój blog był cytowany. Mam nadzieję, że ta jednorazowa reklama nie zostanie źle odebrana, obiecuję nie spamować 🙂

    • Jeszcze raz podkreślę, że nie widzę możliwości zastąpienia religii czymkolwiek, czego zresztą najlepszym dowodem historia, a jako KONSERWATYWNY liberał zawsze będę podkreślał jej (i co za tym idzie- tradycji) istotną rolę.

      A wspomnianego wyżej bloga również szczerze polecam wszystkim czytającym 🙂

  19. Chyba walnę jakiś post o religii. Też chcę mieć 100 komentarzy 🙂

  20. Cynik pisze:

    Więc nie jestem konserwatywnym liberałem, jak się okazuje. Konserwatywność moim zdaniem powinna okazywać się w rzeczach, które się sprawdziły i działają poprawnie, a ja nadal, mimo wszystko, wszechobecną paranoję na temat jakiejś wszechmocnej, zmyślonej istoty traktuję jako jestem zmuszony określać jako kompletną bzdurę jeśli chcę kierować się logiką w swym rozumowaniu. Przepraszam, musiałem to dodać. Dyskusja zeszła z tematu, ale jak ktoś napisał, to chyba dobrze, bo chociaż strona może pochwalić się liczbą wejść i komentarzami.

    • Cynik pisze:

      Ech, w jednym zdaniu nieco zagmatwałem się, przepraszam 🙂 Wychodzą z człowieka te godziny bez snu 🙂 Nadal mam nadzieję, że wiadomo o co mi chodzi, jeszcze raz przepraszam:)

  21. Rotflesss pisze:

    Dodam parę oczywistości .
    W oświeconej Ameryce XVIII/ pocz. XIX politycy ,którzy ubiegali się o urząd prezydenta byli sprawdzani pod względem prawdomówności. Poważnie niczego nie wymyślam.
    Dodam że głosowali wtedy wyłącznie biali mężczyźni i to nie wszyscy, a u nas to jest kompletna paranoja, powszechne zezwolenie na kłamanie.

    Wymowne stwierdzenie Komorowskiego po wyborach -wygrała demokracja to nie tylko puste słowa. To uświadamia nas o absurdzie systemu demokratycznego gdzie ludzie głosują przeciw komuś a nie za ideą ,programem.

    Jeżeli ludziom trudno wpoić słuszność systemu monarchistycznego to może czas zacząć wpajać system republikański rodem z USA lat 1780-1870?

    Chyba nie muszę tłumaczyć tego ,że ten system okazał się jednym z „lepszych” w historii poza oczywiście monarchią. Czego przykładem były stany kiedy wzrost gospodarczy sięgał astronomicznych 20% a kraje europejskie były systematycznie wyludniane przez ludzi chcących żyć lepiej w kraju wolnym a co najważniejsze praworządnym i sprawiedliwym.

    Co do tego komu zależało na tym aby to zniszczyć trudno mi wskazać osobę.

    Dla dobra sprawy!

    Pozdrawiam

  22. Rotflesss pisze:

    W mojej opinii najcelniej omówił to Hans Hermann Hoppe .
    o tutaj- http://www.youtube.com/watch?v=9-Fypl_sQBI

  23. albi pisze:

    Monarchia to kompletna bzdura. Dobrze jednak, że jesteś za demokracją cenzusową, która ma sens, o ile wagę głosu liczy się w sposób rozsądny.

    I tu właśnie tkwi sęk. Mówisz, że liczba dzieci mogłaby być czynnikiem branym pod uwagę. Może w taki sposób: w= 1/(n+1) (gdzie: w – wkład do wagi głosu, n – liczba dzieci)? 😛
    Jeśli chodzi o dochód, to chyba oczywiste jest, że waga nie mogłaby być proporcjonalna do dochodu. Wtedy właściwie decydowaliby tylko najbogatsi, a ci oczywiście chcieliby jak najwięcej dla siebie i jak najmniej dla innych.

    Trudny problem. Już widzę te kłótnie przy ustalaniu struktury wagi głosu…

    A jeśli chodzi o muzułmanów, to Europa powinna zmienić do nich stosunek. Przyjmować tylko tych, którzy ośmielili się przeciwstawić się prawom szariatu. Teraz niestety bywa tak, że przyjmuje się podejrzanych o terroryzm, a odsyła z powrotem „uciekinierów”.

    • Witek pisze:

      Kryterium wag można zawsze tak wybrać aby wyszło na twoją korzyść i sprzyjające jakiejś polityce. Uzależnisz wagi od ilości dzieci, to będziesz faworyzował ludzi o większej/mniejsze ilości rzeczy, a więc będzie fawyrozywał automatycznie pewne ugrupowania którym też na tym zależy.

      Uzależnisz od IQ, to automatycznie będziesz faworyzował ludzi inteligentnych, a wśród nich prezważająca jest idea X czy Y, a więc ją faworyzujesz

      Mało jest kryteriów obiektywnych i neutralnych.

      Ja np. ma kryterium aby dawać głos tylko i wyłącznie osobą w wieku 30-45 lat (sam mam 26 jakby co). Fajne kryterium, ale oczywiście coś tam faworyzuje (chociaż ja nie wiem co, może poza zmianami emerytur).

      Ciekawym w miarę obiektywnym kryterium, jest kryterium dosyć szalone, ale zakładające wprowadzenie w życie idei „Jeden człowiek – jeden głos”. Tzn. jeden człowiek w całym swoim życiu może dać jeden głos.

      Co wy na to?

      • Ja wiem, że demokracja cenzusowa to tylko półśrodek, ale system trzeba uzdrawiać na miarę aktualnych możliwości. Argument odnoszący się do tego, że obecny ustrój ma jednostkę w pogardzie bo ma gdzieś jej osiągnięcia jest łatwiejszy do wpojenia niż zalety monarchii. I tylko dlatego o tym piszę bo wiem, że ludzie są uczuleni na termin „monarchia”.
        Twoje pomysły są dobre, ale tylko na niwie teoretycznej bo ostatnie rozwiązanie (jeden głos) można by wprowadzić jedynie przymusem, odgórnie i de facto w takiej sytuacji nie warto w ogóle dawać prawa głosu.
        Różnicowanie wagi głosów jest bardziej realne.
        Oczywiście byłbym zwolennikiem wysokiego cenzusu wieku, ale byłoby go trudno wprowadzić. Fajnie by było to zrobić stopniowo, np zwiększając uprawnienia prezydenta równocześnie zwiększyć cenzus wieku dla wyborcy, a w słabszym sejmie pozostawić niższy.

  24. Marek pisze:

    Skoro uważasz że społeczeństwa religijne są zasadniczo „lepsze” (uproszczenie ze względu na brak miejsca) to czemu tak niechętnie odnosisz się do ewentualnej przyszłej dominacji islamu w Europie? Przecież najprawdopodobniej dominacja muzułmanów zakończy funkcjonowanie społeczeństwa świeckiego/laickiego itd – Więc jako konserwatysta powinieneś być z tego faktu zadowolony – wszak religia będzie siłą dominującą. Poza tym antyteistów jest naprawdę niewielu – bo kto dziś by palił kościoły/meczety, mordował księży/imamów itd (tu polecam ruch Hebertystów z czasów Rewolucji Francuskiej – jako jedni z pierwszych zastosowali tego typu metody – o nich można mówić że walczyli z religią) – gdyby jak piszesz we wcześniejszych wypowiedziach naprawdę aktywnie zwalczano wiarę religijną (w tym wypadku islam, chrześcijaństwo i każdą inną formę, odmianę etc – słowem laicyzacja pod przymusem lub przynajmniej bardzo silnym naciskiem połączona z olbrzymią dyskryminacją kościołów i wierzących) – obecni „antyteiści” (moim zdaniem raczej pozerzy – zwłaszcza Ci którzy mają pozycję siłę i środki) ograniczają się do paru karykatur i ewentualnie jakiegoś ujadania które może robi wrażenie na bardziej wrażliwych ale nie jest szczególnie skuteczne – raczej pokazówka. Ach i co do wygrywania wojen – komunizm jako system jawnie i wprost ateistyczny wygrał wojnę ze społeczeństwem religijnym – jedną z nazistami (przypominam sojusz protestantyzmu z A.H – wszak Gott mit uns!(wykolegował przy tym na dobre aliantów z całkiem sporego kawałka Europy i pobił USA w Wietnamie – wojnę w Korei również trudno uznać za sukces a do tego momentu były USA krajem o co najmniej silnej pozycji religii w życiu społecznym (do tej pory zresztą są takim). Do wszystkich którzy nie lubią merytoryki – nie wyzywajcie mnie tu od komunistów i faszystów bo się z takimi nie identyfikuje – przedstawiam tu tylko pewne jak sądzę fakty (zresztą chętnie posłucham ewentualnych kontrkomentarzy). Ogólnie są to sprawy na które można pisać elaboraty – tak czy inaczej dlaczego religia ma być lepsza skoro przegrała w przeszłości? Islam dzisiejszą pozycję zawdzięcza raczej politpoprawności i krótkowzrocznej polityce imigracyjnej niż jakiejś drzemiącej w religii sile

    • @Marek
      Bo jestem reprezentantem innej kultury, którą cenię i która w czasach swojej świetności potrafiła podbić świat.
      Nigdzie też nie piszę jakoby religia była elementem rozstrzygającym wojnę 😉 Na pewno jednak jest elementem bardzo ważnym w innej wojnie- kultur.

  25. Młody pisze:

    Moim zdaniem dobrym sposobem byłoby przyznawanie prawa wyborczego po zdaniu egzaminu z zakresu ekonomii, historii, logiki etc. Ilość uzyskanych punktów mogłaby odpowiadać wadze głosu. Prawdziwi patrioci zgłębialiby wiedzę, która pomaga w dokonaniu wyboru, bo im na tym naprawdę zależy, ludzi głupich i leniwych taki wysiłek odstrasza. To elita powinna wpływać na losy kraju a nie motłoch a elita to ludzie inteligentni i mądrzy.
    Ilość posiadanych dzieci jest złym wyznacznikiem bo ktoś może być bezpłodny lub po prostu nie układa mu się w relacjach damsko-męskich co wcale nie oznacza że jest głupszy. Jeśli chodzi o majątek to tylko taki do którego człowiek doszedł sam a nie odziedziczył, jest to bowiem wyznacznik pewnej zaradności życiowej (przy zasadach wolnego rynku bo teraz bogactwo(w większości przypadków)=dobre znajomości), ale sprawdzanie tego jest trudne i mnożyłoby biurokrację. Ktoś może oczywiście powiedzieć, że pieniądze szczęścia nie dają i dla niego ważniejsze jest być nie mieć co nie może go dyskredytować.

    Co do religii myślę, że chodzi o system wartości dla społeczeństwa. Wieczność w piekle za np. kradzież, bardziej odstrasza od tego czynu niż kilka lat w więzieniu gdzie bojownicy o prawa człowieka dbają o twoją wygodę.
    Wyobraź sobie teoretyczną sytuacje gdzie wszyscy wierzący dowiadują się że żadnego życia po życiu, sądu ostatecznego, gdzie Bóg da im wieczne szczęście za uczynione dobro lub wieczne cierpienie za zło, nie ma. Niektórzy z nich tracą sens istnienia, system wartości. Sam przyznasz, że istnieje wtedy możliwość utraty pewnego hamulca – można kraść, zabijać, gwałcić – grzeszyć. Ludzie, którzy uważają się za wierzących i tak grzeszą a co by było gdyby stracili swój straszak przed czynieniem zła i zachętę do czynienia dobra. Osobiście nie wierzę w ludzi i uważam, że większość jest z natury zła.
    Tym wywodem chcę pokazać jaką rolę pełni religia w społeczeństwie i dlaczego nie powinno się z nią walczyć a propagować chrześcijański system wartości i pokazywać prawdzie oblicze wiary, nie powierz przecież jako ateista, że dekalog to zło i trzeba zabronić życia według niego (bez pierwszych trzech przykazań odnoszących się do
    Boga bo według ateisty są „puste”).
    Sam jestem osobą wierzącą ale wierzę w Boga nie księdza. Uważam, że zostanę zbawiony za bycie dobrym człowiekiem a nie za to czy będę w niedzielę w kościele, wyspowiadam się, przyjmę komunię i dam na tacę. Sprzeciwiam się cennikowi za sakramenty, bogactwu papieża i wielu innym absurdom, które sam znasz. Ale z tego powodu nie tracę wiary w Boga ale w K/kościół.

    Dobrze gdyby na stronie było forum dyskusyjne, moglibyśmy porozmawiać na tematy polityczne, ekonomiczne, filozoficzne i w ogóle o dupie Maryni ;P
    Brawa dla autora strony za dobrą robotę.

    Kiedyś zwyciężymy!!!
    Pozdrawiam.

    • Witek pisze:

      Jestem przeciwny. Faworyzujesz pewne idee automatycznie. Poza tym kto by przeprowadzał te testy i jakimi metodami. Można by je poprawiać (w nieskończoność?),w jakim wieku testy te się przeprowadza? W/g mnie bardzo ZŁY pomysł. I czemu akurat ekonomii, może ktoś uważa, że lepszy z niego mąż stanu kiedy zna sie lepiej na Biblii, albo kiedy zna się na ochronie środowiska lepiej, niż na historii, albo kiedy zna się na wojskowości niż na polityce.

      Oczywiście, osobiście uważam, że wiedza z ekonomii, logiki i historii jest niezbędna aby podejmować właściwe decyzje. Niestety w demokracji, musimy pogodzić się z tym. że ludzie i społeczeństwa będą podejmować decyzje niewłaściwe i to codziennie.

    • Sundance Kid pisze:

      Młody, chociaż nie jestem wierzący, odniosę się teraz do Biblii. Człowiek został stworzony na podobieństwo Boga, skoro więc twierdzisz, że człowiek jest z natury zły, zły z natury jest też Bóg.

      „Wieczność w piekle za np. kradzież, bardziej odstrasza od tego czynu niż kilka lat w więzieniu gdzie bojownicy o prawa człowieka dbają o twoją wygodę.”
      Dlaczego więc najwięcej wierzących znajdziesz wśród biedoty? Ludzie na co dzień nie myślą o swoich uczynkach w kontekście życia wiecznego. Prosty przykład: czy ściągając na klasówce, myślałeś o tym, że postępujesz nieuczciwie i czeka Cię za to n-dni czyśćca, czy w głowie siedziało Ci tylko to, by dostać więcej punktów?

      Swoją drogą, jeżeli ludzie czynią dobro, tylko dlatego, że mają z tego wymierną korzyść, w postaci nie dostania „wpierd***” od Boga (a więc nie lądują w piekle), to moim skromnym zdaniem są zwykłymi konformistami, którzy nie mają jaj, by się sprzeciwić i nie warto nawet na nich splunąć.

      To od strony filozoficznej, teraz od naukowej. Człowiek jako istota społeczna i stadna, zaprogramowana jest biologicznie działać dla dobra stada. Tak więc czynienie przysłowiowego dobra wynika wprost z naszej natury. Osobniki działające przeciwko stadu, normalnie w przyrodzie są z niego wykluczone.

    • @Młody
      Wiele jest propozycji, nie ukrywam jednak, że dla mnie są one tylko środkiem do celu, a więc ustanowienia silnej władzy centralnej, która być może zyska taką legitymację i poparcie, że możliwe będzie ustanowienie czegoś na wzór monarchii.
      Forum jak to forum- kiszenie się we własnym sosie- dlatego wybrałem taką formę prezentacji poglądów, żeby docierać też do tych nieprzekonanych 😉
      jest już forum JKM, jest też nowe http://libertarianie.46.forumer.com/ i kilka innych.
      Co do religii, zasadniczo się zgadzam.
      pzdr

  26. shiverr pisze:

    @albi- nie do końca się zgadzam. Demokracja, w dowolnej formie jest zła, cenzus jest tylko półśrodkiem. Oczywiście, demokracja nie może być bezpośrednia, na szczęście chyba nam to nie grozi, więc przejdźmy dalej- tak jak pisałeś, w przypadku pojawienia się cenzusów jest problem z liczeniem ważności jednego głosu. Jakie warunki muszą być spełnione żeby głos był maksymalnie ważny i kto o tym ma decydować?

    Nie do końca podoba mi się cenzus dzietności- o ile zgadzam się z tym, że coś przydałoby się zrobić w kierunku zmiany obecnego trendu, o tyle nie zgadzam się z tym, że ilość potomstwa decyduje o wadze naszego głosu. Skoro cały czas miałaby to być demokracja, to najcenniejszym elektoratem byłyby rodziny wielodzietne, stąd z pewnością politycy prześcigaliby się w różnych poronionych pomysłach jak tu pomóc takim rodzinom (i zdobyć ich poparcie), że bardzo negatywnie odbiłoby się to na rodzinach bezdzietnych, interwencjonizm skutkowałby (w dużym uproszczeniu) tak, że najpierw wszystkich oskubiemy z własnych pieniędzy i przekażemy je najcenniejszemu elektoratowi. Skutek byłby taki, że mniej rodzin byłoby stać na posiadanie dzieci. W krótkim schemacie: więcej dzieci, lepszy głos=>będąc politykiem promuj pro-rodzinny socjal=>zdobądź „lepsze głosy”=>nie dbaj o skutki swoich populistycznych reform. Skutek byłby moim zdaniem opłakany i odwrotny od zamierzonego.

    Kolejną kwestią jest to, że sama demokracja promuje rozdawnictwo, wobec poprzedniego argumentu chyba nie muszę jeszcze raz omawiać, że taki ustrój nie jest dla liberałów korzystny, z resztą chyba wszyscy mamy tego świadomość.

    Kwestia posiadanego majątku- również to (w mojej ocenie) nie powinno rozstrzygać o wadze głosu, choć jest to mimo wszystko jest to lepszy cenzus niż „dzietność”, jednak cały czas nie eliminuje potencjalnych patologi. Żeby nie zostać posądzonym o truizm, powiem krótko- możemy urodzić się bogaci i sam fakt posiadania takiego szczęścia nie powinien decydować o naszej zdolności podejmowania racjonalnych wyborów. W drugim przypadku pełnimy ważną funkcję w społeczeństwie, przynajmniej na tyle ważną, że jest większy popyt na nasze umiejętności niż podaż, przykładowo jesteśmy najlepszym szewcem w mieście i za nasze buty możemy krzyczeć sobie fortunę, gdyż i tak znajdą się chętni. Czy bycie najlepszym szewcem nobilituje nas do bycia bardziej świadomym wyborcą? Śmiem wątpić.

    Całkiem sensowny jest pomysł konieczności uiszczenia opłaty za oddany głos, przynajmniej częściowo eliminujemy plankton wyborczy, jednak cały czas pozostajemy w demokracji, w której sukces zależy nie od tego czy mamy dobry plan i pomysł na państwo, tylko od środków które przeznaczymy na populizm i odpowiednią manipulację. Czasami żałuję, że nie jestem lewakiem, idealistą, przynajmniej wiedziałbym że demokracja będzie dążyła do budowy socjalizmu.

    Czy istnieje lepszy sposób sprawowania rządów? Owszem, ale nie jest to również ideał, moim skromnym zdaniem od demokracji znacznie lepiej sprawdzają się rządy autorytarne, jednak jest pewien problem- najczęściej autorytaryzm zbudowany jest na bardzo silnym populizmie (znowu socjalizm), a nawet jeśli wygląda to inaczej, to władza jednostki wynika z bardzo poważnego kryzysu poprzedniego rządu lub po prostu jego braku (vide 11 wieków temu). Krótko mówiąc- autorytaryzm powstaje w sytuacji kiedy jest bardzo źle, a chyba jednak wolę durną demokrację i utrzymanie status quo, niż wizję poważnego kryzysu, z której być może wyłoni się liberalny przywódca na miarę Pinocheta… Albo komuch…

    • @shiverr
      Ale właśnie różnorodność cenzusów i ich kumulowanie się byłoby zaporą przed zakusami polityków. Ale oczywiście masz rację- demokracja jest problemem samym w sobie.
      Dlatego chciałbym dużej autonomii regionów z możliwością samodzielnego stanowienia ustroju (pytanie na jakim poziomie i w jakim zakresie)- wtedy ich konkurencja i migracje ludności łatwo pokazałyby gdzie warto funkcjonować.
      A na poziomie centralnym najchętniej bym stworzył jak najwięcej ograniczeń ostatecznie doprowadzając do silnej władzy jednostki, którą trudno odwołać.
      Przykład? Prezydent z 7 letnią kadencją i możliwością wielokrotnej reelekcji. Jeśli byłby dobrym władcą to później nie miałby problemów z ulokowaniem na stanowisku swojego potomstwa.

  27. Witek pisze:

    Właśnie trochę dyskutowałem z dziewczyną i jako informatyk, trochę krytograf, doszliśmy do takiego systemu:

    Najpierw układamy około 1000 pytań, z ekonomii, logiki, historii, wiedzy o geografii, faktów lat ostatnich (np. jaki był deficyt w 2008, kto rządził w 1998, itp). Pytania muszą być absolutnie obiektywne, jawne przed wyborami (aby wykluczyć manipulacje). Pyta musi być dużo, aby ich poprostu łatwo nie zapamiętać. Najlepiej aby pytania te były ułożone co najmniej kilka lat wcześniej i już ustalone (aby wykluczyć polityczność).

    Te 1000 pytań jest losowo ponumerowanych, a odpowiedzi testowe są losowo ponumerowane także. Są to informacje jawne.

    W przypadku każdego głosowania, przeprowadzamy równolele do głosowania, również test (wtedy znika problem z pytaniem, kiedy/w jakim wieku robić test, czy można go poprawiać, itp).

    Wykonywane jest to w ten sposób, że pewną deterministryczną funkcją (jawną i znaną wszystkim) losujemy pytania na podstawie, numeru karty testowej (jawnej i znanej zwykle wyborcy, ale i wszystkim), oraz numeru znanego tylko Państwowej Komisji Wyborczej (losowy tajny numer, ale upubliczniany po głosowaniu, w celach weryfikacji), oraz trzeciego numeru (jawnego, ale znanego dopiero w chwili rozpoczęcia głosowania, np. kursy 10 spółek giełdowych, wtedy jest to liczba losowa, ale nikt nie zarzuci że zmanipulowana). Na podstawie tych trzech liczb, losujemy (algorytmem jawnym) 20 pytań z 1000 i z odpowiedziami w losowej kolejności. Test musiałby być przeprowadzony natychmiast (bez limitu czasu, ale nie można go np. wynieść, ani ściągać) w komisji wyborczej. Po wypełnieniu odpowiedzi, komisja sprawdza test komputerowo i przydziela tobie wagę głosu (może być jawna), i zapisuje tą wagę na karcie do głosowania (powiedzmy w skali 1-10, tak aby nie możliwe było automatycznie na podstawie super dobrego/złego wyniku powiązać karty z osobą – zachowujemy anonimowość).

    Podliczamy głosy z wagami (można by oddać część wagi tylko, albo część wagi na jednego kandydata, a część na innego, zależy od wyborów), i mamy wynik.

    Po ujawnieniu numeru przez PKW, można zweryfikować, że pytania były rzeczywiście wylosowane w sposób nietendencyjny. (tzn. nie były przypisane do konkretnej osoby w jakiś sposób).

    • @Witek
      Pięknie to przedstawiłeś. optymalne byłoby rozwiązanie, gdyby zarówno głosowanie jak i rozwiązywanie testu odbywało się na specjalnych maszynach- komputerach znaczy 😉

      btw Nigdzie nie ma rozwiązań idealnych- nasze próby naprawiania demokracji zawsze będą obarczone wieloma minusami, a to z tego powodu, że demokrację jako taką trudno uczynić skutecznym ustrojem. A co sądzisz o tym co napisałem shiverrowi?
      pzdr

      • Witek pisze:

        „Pięknie to przedstawiłeś. optymalne byłoby rozwiązanie, gdyby zarówno głosowanie jak i rozwiązywanie testu odbywało się na specjalnych maszynach- komputerach znaczy ”

        Absolutnie nie! Maszyna mogła by powiązać osobę, z testem i głosowaniem. Głosowaniem musi być anonimowe. Jeśli na maszynie to najwyżej na domowym własnym komputerze, któremu można jako tako ufać. Ale to wymaga trochę innej procedury.

        Sporo kryptografów zajmuje się tym problemem, również Polaków . np. http://kutylowski.im.pwr.wroc.pl/bib-html.html#hardwarecrypto I co ciekawe, mają nawet opracowane systemy kryptograficzne, które komputerów nie potrzebują bo są tak proste. A dzięki temu de facto bezpieczniejsze.

        Co do odpowiedzi, @shiverra, to bardziej w sumie chodzi tutaj o ochronę własność, czyli jak skonstruować system podatkowy aby nie był bardzo zły. Podstawowym w/g mnie mechanizmem jest zmiana sposobu ustanawiania prawa – po uchwaleniu ustawy, i jej upublicznieniu, nie wchodzi ona w życie natychmiast, a powiedzmy po 8-10 latach. W ciągu pierwszych 4-5 lat po uchwaleniu można ją jeszcze uchylić (taką samą ilością głosów jak było głosowanie za) – to umożliwi drugiemu rządowi po obecnym zajęcie się jeszcze odkręcaniem jeśli trzeba, ale potem już jej nie można uchylić (to pomoże obywatelom/firmą się przygotować do stabilnej sytuacji), i potem nie może być zmieniana przez kolejne 5 lat (po tym okresie mozna uchwalić ustawę nowelizacyjną, ale znowu przejdzie przez cały proces). To w/g mnie wyeliminuje podstawowy problem polityki, czyli populizm i zadłużanie kraju w nieskończoność. Nie znam ustawy która tych 8-10 lat poczekać by nie mogła.

        Pozdrawiam. 🙂

        • Witek pisze:

          Oczywiście po naprawieniu podstawowych problemów obecnego systemu. Ale tego nie jest dużo – zabezpieczyć finanse wojska i policji, oraz poprawić trochę sytuacje w sądownictwe. Reszta może poczekać.

        • @Witek
          No dobrze, a gdyby wynik testu musiał być jawny i osoba po prostu anonimowo na komputerze rozwiązywałaby test i na podstawie wyniku stwierdzonego przez członka komisji i dowolnego naocznego świadka, otrzymywałaby odpowiednią kartę do głosowania (z zapisaną siłą głosu). Po prostu zastanawiam się jak uczynić to możliwie funkcjonalnym, aby głosowania nie trwały dłużej niż 2 dni.
          pzdr

  28. baner pisze:

    Cześć. Mam pytanie do Laudator Libertatis które wiąże się z demokracją. Zacytuje sam siebie z pewnego portalu. Proszę o odpowiedź czy wprowadzenie w przyszłości takiej formy płatności podatków byłaby możliwa Twoim zdaniem ? Pozdrawiam

    „Z podatkami to powinno być tak ……wyłącznie jakąś sumę pieniędzy z rocznych zarobków w zależności kto ile zarabia przeznaczałoby się na wyznaczone przez nas cele krajowego rozwoju na odpowiedniej stronie internetowej i tyle ….podane byłyby możliwości na co można wpłacić …..gdyby jakaś pozycja osiągnęła odpowiednią sumę pieniędzy na dany rok to usuwana byłaby na rok z listy ….i jeszcze podsumowanie by przychodziło na co wpłaciłeś i masz możliwość obserwowania tego co się dzieje z tymi pieniędzmi i jaki jest postęp prac / działalność danej instytucji, z możliwością wniesienia skargi gdy postęp prac jest dla Ciebie (grupy wpłacających) niesatysfakcjonujący.
    (…) Jawne rozliczanie się rządu z działań przed obywatelami powinno być zapisane w konstytucji. Zabranianie tego jest po części zabieraniem nam wolności pełnego oceniania tego co nas otacza i co się z tym dzieje. ©”

    • Jimmy_CSF pisze:

      Technicznie jest to jak najbardziej możliwe. Ale koszty byłyby spore zarówno po stronie państwa jak i obywateli.

    • Na poziomie lokalnym miałoby sens z pewnymi modyfikacjami. na wyższym nie bo zadania państwa byłyby wąskie i ściśle określone, a równocześnie ludzie nie interesują się za bardzo polityką na szczeblu centralnym. Z kolei kontrola podatków lokalnych wg mnie byłaby przedmiotem zainteresowania wielu osób.
      Temat jest szeroki bo musiałbyś pokazać to na konkretnych przykładach i doprecyzować. Np czy wysokość podatku ma zależeć od wysokości zarobków- to np. jest dla mnie niedopuszczalne bo podatku dochodowego nie powinno być.

      pzdr

  29. Blaq pisze:

    Zupełna równość ludzi to utopia. Wszyscy ją głoszą, ale nikt nie praktykuje.
    Prosty przykład: załóżmy, że Ziemię czeka zagłada, a odkryto planetę, na którą można uciec i da się to zrobić. Na promie kosmicznym zostało jedno miejsce, a do wejścia dobija się lekarz i wspomniany w artykule żul.
    Skoro jesteśmy równi, powinniśmy przeprowadzić losowanie wśród wszystkich obecnych, albo chociaż rzucić monetą odnośnie wyboru jednego z tej dwójki.
    Niech podniesie rękę ten, który by tak zrobił.
    Dla mnie wybór jest oczywisty, bez żadnego losowania.

    Odnośnie władzy – nie powinna być dziełem przypadku i/lub sprawnej manipulacji ciemną masą.
    Jednak uprawnianie do głosowania tylko ‚tych lepszych’ na pewno skończy się źle dla ‚tych gorszych’ – co może naprawdę doprowadzić do wojny domowej lub w najlepszym przypadku zamieszek.
    Człowiek podświadomie nigdy nie zadziała na swoją niekorzyść (chyba, że chodzi o wyższe wartości, ale to się bardzo rzadko zdarza).

    Odnośnie wiary i ateizmu – nikt nikomu nie broni być ateistą tym bardziej, że zazwyczaj są oni bardziej tolerancyjni i mniej szkodliwi dla innych.
    Jednak wiara sprawnie trzyma na smyczy głupszą część społeczeństwa (inaczej dawniej chłopstwo na pewno wyrżnęło by bogatych i siebie nawzajem, gdyby nie strach przed Karą Bożą i obowiązek przestrzegania przykazań), a mądrzejszą uczy zasad moralnych – które mimo, że nieżyciowe, wprowadzone przez wszystkich w stu procentach mogłyby przekształcić świat w raj. Ale to nierealne.
    Tak czy inaczej wiara jest potrzebna, chociażby po to, żeby ludzie (którzy potrzebują tego, żeby nie zwariować) mimo wszystko mieli nadzieję na to, że po śmierci nie nastąpi wieczna pustka, a oni nie są tylko karmą dla robaków.

    Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s