30 000

Posted: Lipiec 14, 2010 in inne

30 000 w 14 dni. Jestem pod wrażeniem.
Ponad 350 komentarzy i naprawdę ciekawe dyskusje.

DZIĘKUJĘ 🙂

Reklamy
Komentarze
  1. Sundance Kid pisze:

    Huh, na moje posty i tak nikt nie odpowiadał ;P. A z chęcią bym podyskutował, lub jak kto woli, pokłócił się.

    Swoją drogą ja szczerze powiedziawszy nie trawię czegos takiego jak konserwatywny liberlizm. Dla mnie, w takim pojęciu jest pewna sprzecznosc. Czytałem ostatnio program bodajże WiPu lub UPRu, w którym piszą, że prawo powinno byc oparte na wartosciach chrzescijańskich i dobrym smaku. Pomijając to, że nie istnieje cos takiego jak wartosci chrzescijańskie (chrzescijaństwo jako kompilacja innych religii przejęła też w znacznej mierze ich moralnosc), poczucie dobrego smaku to pojęcie bardzo mętne. Rozumiem, że „dobry smak” miałby byc zdefiniowany przez większosc. A tutaj dochodzi do sprzecznosci – liberałowie konserwatysci, tyle jadu sączą w mowach przeciwko kolektywizmowi (i słusznie), podczas gdy sami takie myslenie stosuja.

  2. @Sundance Kid
    Jeśli Ci nie odpowiedziałem to albo nie zauważyłem albo- wybacz, uznałem komentarz za zbędny :->
    Nie ma tu sprzeczności. Konseratyzm w sferze społecznej, liberalizm w sferze gospodarczej. Sfera gospodarcza jest dla państwa ważniejsza, więc „kolib” a nie „liberalny konserwatyzm”.
    Wstawka o dobrym smaku dziwna.
    Co do chrześcijaństwa, na tej zasadzie możesz zarzucić, że nie istnieje heglizm.

    • Stephan pisze:

      Witam!
      Nad tym „konserwatyzmem” sam się nieraz zastanawiałem i muszę powiedzieć, że jest z nim mały problem. Otóż wszelka próba argumentacji za konserwatyzmem (w dyskusji z nie-konserwatystą) opiera się zawsze na argumentach pragmatycznych. I tu dochodzi do paradoksu, gdyż konsekwentny konserwatyzm odrzuca raczej pragmatyzm (choćby dlatego, że pragmatyzm dopuszcza relatywizm). Tak naprawdę więc jedynym sposobem konsekwentnego argumentowania za konserwatyzmem musiałoby być „tak, bo tak”.
      Mam jednak małego hinta 🙂 Otóż można z tego „kwadratowego koła” wybrnąć w ten sposób:
      a) postawa konserwatywna („tak, bo tak”) zostaje „warunkowo przyjęta” gdyż jej metody są po prostu „najbardziej skuteczne i, jak dotąd, sprawdziły się najlepiej”; może zostać odrzucona, jeśli jej skuteczność zostanie zakwestionowana bądź pojawi się lepsza alternatywa; jak widać: konieczne w tym przypadku jest założenie, że poszczególne paradygmaty są schierarchizowane (brr, strasznie to brzmi :)) – to znaczy meta-paradygmatem jest pragmatyzm (utylitaryzm), zaś w jego obrębie istnieją paradygmaty niższego rzędu (w tym właśnie konserwatyzm, liberalizm, etatyzm, egalitarytzm i inne…)
      b) podobnież ma się sprawa z liberalizmem gospodarczym; można go (warunkowo;) przyjąć, jako najskuteczniejszy paradygmat dyktujący sposób gospodarowania i dystrybucji dóbr (poprzez wolny rynek); razem konserwatyzm i liberalizm uzupełniają się więc „w obrębie” pragmatyzmu; konserwatyzm jest pomocny w podejmowaniu „raczej” sądów etycznych i estetycznych, zaś liberalizm – „raczej” praktycznych.
      Sorry za małe mętniactwo 🙂 I gratulacje 30 000 odwiedzin 😀

      • @Stephan
        No dobrze pragmatyzm dopuszcza relatywizm, ale nie na tym polu, gdzie pragmatyczny okazuje się brak relatywizmu i przywiązanie do stałych sprawdzonych wartości. Ale słusznie zauważasz, że konserwatysta stoi w dwóch miskach bo z jednej strony konserwatyzm będzie uzasadniony przez utylitaryzm, a z drugiej jednak konserwatysta często uważa pewne wartości za absolutne i obiektywnie istniejące.
        A co do punktów a i b to bym tego lepiej nie rozpisał, no chyba że bym się dłuugo zastanowił;-)
        Dzięki i pzdr 🙂

        • Stephan pisze:

          Podsumowując: „koliber” to po prostu Utylitarysta, który zakłada spodnie liberała i koszulkę konserwatysty; nie tylko dlatego, że są ciepłe i wygodne, ale też świetnie do siebie pasują 😀
          Sam zauważam, że coraz więcej Utylitarystów zaczyna się tak nosić – wyrastają z kolorowych ciuszków egalitaryzmu i socjalizmu, mimo, że akurat ten styl „ubierania” jest ciągle usilnie promowany przez większość ośrodków intelektualno-naukowych.

  3. Sundance Kid pisze:

    Ok, w takim razie wklejam:

    (Początek, w kwestii stwierdzenia, że człowiek jest z natury zły)
    [quote]
    Młody, chociaż nie jestem wierzący, odniosę się teraz do Biblii. Człowiek został stworzony na podobieństwo Boga, skoro więc twierdzisz, że człowiek jest z natury zły, zły z natury jest też Bóg.

    „Wieczność w piekle za np. kradzież, bardziej odstrasza od tego czynu niż kilka lat w więzieniu gdzie bojownicy o prawa człowieka dbają o twoją wygodę.”
    Dlaczego więc najwięcej wierzących znajdziesz wśród biedoty? Ludzie na co dzień nie myślą o swoich uczynkach w kontekście życia wiecznego. Prosty przykład: czy ściągając na klasówce, myślałeś o tym, że postępujesz nieuczciwie i czeka Cię za to n-dni czyśćca, czy w głowie siedziało Ci tylko to, by dostać więcej punktów?

    Swoją drogą, jeżeli ludzie czynią dobro, tylko dlatego, że mają z tego wymierną korzyść, w postaci nie dostania „wpierd***” od Boga (a więc nie lądują w piekle), to moim skromnym zdaniem są zwykłymi konformistami, którzy nie mają jaj, by się sprzeciwić i nie warto nawet na nich splunąć.

    To od strony filozoficznej, teraz od naukowej. Człowiek jako istota społeczna i stadna, zaprogramowana jest biologicznie działać dla dobra stada. Tak więc czynienie przysłowiowego dobra wynika wprost z naszej natury. Osobniki działające przeciwko stadu, normalnie w przyrodzie są z niego wykluczone.
    [/quote]

    Nie widzę powiązania, między istnieniem heglizmu i wartosci chrzescijańskich. Zresztą, oprocz tego, wartosci chrzescijańskie zmieniały się z biegiem czasu. Nie zmienia to jednak faktu, że z trojga złego (judaizm, chrzescijaństwo, islam) wolę chrzescijaństwo.

    Wspomniałes też gdzies, że wojujący ateisci to szkodniki społeczne – wojujący ateisci tak, wojujący teisci nie?

    • Dr Faustus pisze:

      To od strony filozoficznej, teraz od naukowej. Człowiek jako istota społeczna i stadna, zaprogramowana jest biologicznie działać dla dobra stada. Tak więc czynienie przysłowiowego dobra wynika wprost z naszej natury. Osobniki działające przeciwko stadu, normalnie w przyrodzie są z niego wykluczone.

      Oj i tutaj muszę ja wkroczyć jako biolog, otóż ew korzyści dla stada są uboczna wypadkową działania jednostki względem jej własnych korzyści. To co sugeruje fragment przez Ciebie zacytowany to dobór grupowy. Jak dotąd nie udowodniono sprawności działania takiego modelu matematycznie ani nie odnotowano przykładu w naturze. Człowiek nigdy nie działa świadomie z myślą o innych. Nawet jak komuś pomaga to robi to tylko dlatego żeby w przyszłości móc wymagać rewanżu lub podnieść swój prestiż w stadzie. Zawsze jest jakiś interes choćby nie wiem jak sobie moralnie starał oczyścić motywy tobą kierujące.

      Polecić mogę kilka źródeł na ten temat. Tam dowiesz się dokładnie dlaczego nawet z punktu widzenia genetyki niemożliwe jest zjawisko doboru grupowego:

      Zarys mechanizmów ewolucji
      Halina Krzanowska, Adam Łomnicki, Jan Rafiński, Henryk Szarski, Jacek M. Szymura

      albo artykuł w Kosmosie:

      Tom 58 2009
      Numer 3–4 (284–285)
      Strony 335–340
      Adam Łomnicki – Poziomy doboru, adaptacje

      • Dr Faustus pisze:

        Tak w ogóle to mógłbyś podać źródło którym się posiłkowałeś? Pytam tak z ciekawości.

        • Sundance Kid pisze:

          Szczerze mówiąc nie posiłkowałem się w tym momencie żadnym źródłem. Pamiętam jednak, że cos w ten deseń było napisane w „Bogu urojonym” Dawkinsa. Ręki sobie uciąc jednak nie dam, możliwe, że sam Dawkins podał jakis inny argument, książkę czytałem dosc dawno.

          • Dr Faustus pisze:

            Z tego co znam Dawkinsa to jest on zgodny z współczesnym ewolucjonizmem, także może pomyłka wynika z jakiegoś uproszczenia, które zastosował. Polecam „Samolubny Gen” tegoż autora 🙂
            No ale tak jak mówię w świecie zwierząt z człowiekiem włącznie każda jednostka myśli o sobie bo napędza nas pierwotna siła przekazywania swoich genów a co się z tym wiąże walka o zasoby. Jeśli z tego przekazywania genów rezygnujemy to zawsze jest w tym jakiś cel i korzyść. Np. pomoc w przekazywaniu genów rodzeństwa (poprzez pomoc w opiece nad potomstwem bądź łożeniu na środki aby ten mógł je wychować) My z tego mamy taką korzyść, że to potomek rodzeństwa jest z nami spokrewniony więc to trochę tak jakbyśmy pomagali sobie.
            To że jesteśmy altruistyczni można ująć w takim równaniu:

            r*b>c

            gdzie r – stopień pokrewieństwa biorcy z dawcą, a stricte szansa na to, że biorca jest nosicielem genu warunkującego altruizm, ujmuje się to też w niektórych przypadkach jako współczynnik wyrażający szansę kolejnych spotkań biorcy z dawcą w przyszłości. No bo po cholerę pomagać obcej osobie jak wiesz że nie spotkasz jej w przyszłości i nie będzie okazji do rewanżu.

            b – korzyść jaką otrzymuje biorca
            c – koszt jaki ponosi dawca

            Jeśli powyższa nierówność jest spełniona to mamy do czynienia z aktem altruizmu.

          • Sundance Kid pisze:

            Daje to dosc ciekawy wniosek. Jesli wziąsc pod uwagę tezę, że człowiek przy dokonywaniu wyborów życiowych bierze pod uwagę nagrodę/karę wieczną, to cała moralnosc jest fikcją, bo wszystko jest jednym wielkim biznesem.

          • Dr Faustus pisze:

            Sundance Kid pisze:
            Lipiec 15, 2010 o 8:40 am

            Daje to dosc ciekawy wniosek. Jesli wziąsc pod uwagę tezę, że człowiek przy dokonywaniu wyborów życiowych bierze pod uwagę nagrodę/karę wieczną, to cała moralnosc jest fikcją, bo wszystko jest jednym wielkim biznesem.

            Właściwie tak, choć moralność jak dla mnie stanowi taką funkcję że chroni nas przed szkodliwymi zjawiskami i jeśli utrzymując ją gwarantujemy jakiś balans to można to uznać za korzyść dla jednostki. Kto by chciał żyć w społeczeństwie gdzie dopuszczany jest mord z byle jakiej przyczyny. Człowiek czułby się wychodząc z domu cały czas w zagrożeniu – oczywiście nie jestem fanem nadmiernego zwiększania bezpieczeństwa kosztem wolności bo wtedy tracimy to drugie nie zyskujemy tego pierwszego.

            Wiele z takich zachowań tłumaczonych nierównością którą przedstawiłem w istocie jest warunkowanych przez instynkt – nierzadko człowiek tak naprawdę nie wgłębia się z wyrachowaniem co ma zrobić żeby uzyskać korzyść. My to mamy zakodowane inaczej szlag by nas trafił dawno. Co do religii hmmm na pewno chodzi w większosci o strach przed karą bo to działa na ludzi bardziej – nie wszyscy dochodzą samodzielnie do wniosków że rozwiązły tryb życia z czasem prowadzi do ślepego zaułka z ktorego jedynym wyjściem staje się samobójstwo, no bo człowiek po latach ćpania, picia, uprawiani seksu z kim popadnie zostaje ogarnięty przez pustkę. To można logicznie wywnioskować. Zwyczajnie pierwotne rządzę znudzą się to nie zostaje człowiekowi nic, bo nic nie budował przez swoje życie, o nic nie dbał poza zaspokajaniem pierwotnych instynktów. Religia gruntownie odstrasza karami przed samozatraceniem. To trochę jak zagrozić dziecku laniem jeśli chodzi o zabawę zapałkami. Rodzic wie że może sobie zrobić krzywdę ale dziecko zawsze swoja wie. Nie wytłumaczysz mu więc, że może się sparzyć ale jak zagrozisz pasem to jest szansa że lęk przed kara powstrzyma go choć to nie zawsze jest prawda – wiem że właśnie gadam jak socjalista, ale nie przedstawiam swojego sposobu myślenia tylko religii. Ja jestem za tym, żeby właśnie wsadzić sobie łapę do ognia bo to uczy raz na zawsze, a już najlepiej zobaczyć jak ktoś wsadza sobie łapę do ognia bo mamy wtedy doświadczenie a nie ponosimy strat związanych z jego zdobyciem.

          • Sundance Kid pisze:

            Faustus, nieskromnie przyznam, że tryb życia który ja prowadzę można nazwac rozwiązłym. Używam życia jak mogę,ale nie znaczy to, że moim jedynym zajęciem jest chlanie, cpanie czy podryw. To są tylko dodatki, którymi zajmuje się dla relaksu. Może to ja jestem jakis wyjątkowy, ale bardziej prawdopodobne jest, że księża zaszczepili w społeczeństwie kolejny stereotyp.

    • @Sundance Kid
      Biblię pominę bo było do skierowane do innego usera, a dla mnie ma to średnie znaczenie.
      Co do czynienia dobra możemy się zacząć zastanawiać co to dobro. Skoro postrzegasz to przez pryzmat czynienia czegoś pożytecznego dla gatunku (dobro stada) to przejdziemy na płaszczyznę utylitaryzmu, a najlepiej od razu socjobiologii i maksymalizacji materiału genetycznego. Jasne jest, że już na tym polu znajdziemy szereg zachowań, które przeciętny chrześcijanin, a nawet niewierzący z jako takim kręgosłupem moralnym uzna za dobre, a socjobiolog nie.
      Czynienie więc jakiego rodzaju dobra wynika z naszej natury? Jaki jest cel czynienia tegoż dobra wynikającego z naszej natury skoro nie zawsze będzie to „dobro stada”? Na tym polu przechodzimy do klasycznego sporu o transcendentalia, którego jak żywo chciałbym uniknąć 😉

      Z dwojga złego wolę wojującego teistę niż ateistę, co nie zmienia faktu, że bilans działań tego pierwszego też jest ujemny.

      pzdr

      • Sundance Kid pisze:

        Pozdrów Bin Ladena.

      • Sundance Kid pisze:

        Żeby nie było: dla mnie zarówno wojujący teisci jak i ateisci to ludzie szkodliwi społecznie. Nie ma sensu walczyc z religią, w końcu mamy wolnosc sumienia i wyznania. Nie przeszkadza to jednak o religii dyskutowac.

        • Dr Faustus pisze:

          Religia jak najbardziej niech sobie będzie – uważam że wielu ludziom jest potrzebna, ale podobnie jak polityka czy media w niewłaściwych rękach może być narzędziem zła krzywdzących innych.

          Właściwie każdy z nas w coś musi wierzyć. Dla jednych jest to Bóg dla drugich człowiek, dla trzecich jakaś wartość. Problem walki teisty z ateistą polega na tym, że jeden drugiemu chce odebrać prawo do wolnego wyboru, narzucając mu swoje przekonania.

  4. BTW. Opcja zmiany linku w podpisie jest ukryta w Użytkownicy->Ustawienia Osobiste->Szczegóły Konta->Witryna Internetowa

  5. Lujan pisze:

    Jak widać głupota jeszcze do końca świata nie omamiła.

    Gratuluję i mam nadzieję, że w ciągu miesiąca dobijesz do setki ;]

  6. efemgie pisze:

    Witam, gratuluję wyniku. Zacząłem czytać tę stronkę od kiedy zobaczyłem vblog odpowiadający na „argumenty” Damiana. Super, wreszcie ktoś mówi tak jak jest. Przyznam się, że jeszcze nie dawno uważałem JKM i „jemu podobnych” za „dziwaków”. Jednak od I-szej tury wyborów, kiedy zacząłem czytać co mają do powiedzenia moje zdanie uległo zmianie. Wreszcie zauważyłem pewne problemy, których wcześniej nie zauważałem. A mówił mi mój teść już pięć lat temu: „Poczytaj sobie, posłuchaj co mówi JKM”. Było już dawno posłuchać Tatusia 😉 … Pozdrawiam.

    PS. Design stronki palce lizać !

  7. Dr Faustus pisze:

    A tak w ogóle to chciałem pogratulować 30 000 i życzyć kolejny trzydziestu 😉

  8. Drogi Kolego 😉

    Gratulacje… Ten zacny wynik jest skutkiem twojej – i podziwianej przeze mnie – kultury, elokwencji i wiedzy. Jest również dowodem ciężkiej pracy jaką wkładasz w to, aby każdy poczuł się potraktowany indywidualnie, ale jak to rzecze rzymska paremia Manifestum non eget probatione.

    Bez względu na to jak bardzo się różnimy – cieszę się twoim sukcesem.
    pozdrawiam
    Agata

    • Miła Koleżanko 🙂

      Czerwieniąc się serdecznie dziękuję i pozdrawiam 😉
      Oskar

      • Dr Faustus pisze:

        Sundance Kid pisze:
        Lipiec 15, 2010 o 10:24 am

        „Faustus, nieskromnie przyznam, że tryb życia który ja prowadzę można nazwac rozwiązłym. Używam życia jak mogę,ale nie znaczy to, że moim jedynym zajęciem jest chlanie, cpanie czy podryw. To są tylko dodatki, którymi zajmuje się dla relaksu. Może to ja jestem jakis wyjątkowy, ale bardziej prawdopodobne jest, że księża zaszczepili w społeczeństwie kolejny stereotyp.”

        No ja sam raczej do grzecznych nie należę. Chodzi mi o takie przypadki ludzi którzy wręcz się w tym zatracają nie widząc nic innego. A poza tym religia patrzy na wszystkich ludzi a większość z nich to idioci. Inteligentny człowiek zna umiar, bo wie jakie są konsekwencje jego braku (oczywiście nie wykluczam zdobywania tej wiedzy na bazie doświadczenia ale połączonego z wyciąganiem wniosków) Wniosek mógłby sie z tego nasunąć że inteligentni ludzie nie potrzebują religii – musimy jednak pamiętać że religia to nie tylko kodeks w pierwotnym zamiarze religia ma też oferować integracje między wyznawcami, przeżycia mistyczne itp. Można być np. wierzącym katolikiem ale traktować pewne nakazy, zakazy czy rytuały przez palce. Ktoś mi zarzuci oportunizm, ale jeśli rozpatrzeć to tak, że religia narzuca zasady dla wszystkich, bo musi zakładać że nie każdy ma odpowiednią percepcje jeśli chodzi o granice, to woli ogólnie zakazać niż np. zapisać: „pij i baw się do momentu kiedy zauważysz jakieś niepokojące skutki uboczne – wtedy przestań, zwolnij zrób sobie przerwę, zastanów się nad sobą i tym czy nie przeholowałeś.”

        Suma summarum: Wszelki normy moralne są głównie dla tych którzy nie są zdolni do zapalenia wewnętrznej czerwonej lampki w odpowiednim czasie.

        Wybacz, że tak dziwnie zamieszczam odpowiedź ale nie dało się odpowiedzieć bezpośrednio pod Twoim postem.

        • Dr Faustus pisze:

          Kurde, muszę poprawić trochę stylistykę pisania – wyszedłem z wprawy troszkę, i jak patrze na swój gotowy komentarz, to płakać mi się chcę nad błahością niektórych błędów. Obiecuję poprawę 😉

          • Sundance Kid pisze:

            Ok, jednakże religia w kontekscie życia codziennego jest jeszcze do przełknięcia, jednakże zwykle pakuje się ona w sprawy, w które nie powinna, i w tym momencie jest to instytucja, zajmująca się masowym praniem mózgów.

            Ludzie przez pryzmat religii, często i gęsto odrzucają udowodnione fakty, lub całkowicie zarzucają badanie danej sprawy, „bo tego nie da się udowodnic”. I tak np. w kwestii aborcji zamiast podejsc do tego trzeźwo, odrzucic wszelkie emocjonalne reakcje, podchodzi się na zasadzie „nie, bo nie i nie należy się nawet tym zajmowac”.

            Analogicznie przez pryzmat religii, wielu ludzi nie uznaje teorii ewolucji, bo przecież to tylko teoria. Zresztą, jako biolog sam wiesz, jak idiotyczne argumenty mają kreacjonisci. Pomińmy już w tym miejscu zwolenników inteligentnego projektu.

            No i jeszcze nadmieńmy, że religia chrzescijańska z samej swojej natury jest religią niezwykle agresywną. Nie tak jak islam, ale jest. Po pierwsze na wierzących narzucony jest obowiązek „głoszenia ewangelii na cały swiat”, a dodatkowo, poprzez tzw. grzechy cudze pozwalając komus na czynienie zła (czyli odrzucenie nauk Chrystusa), sami popełniamy grzech. Moim zdaniem, w tym momencie chrzescijańskie kolibry mają swój własny Paragraf 22.

            No i dochodzi ostatni temat: tępienie innych religii. Papież tyle gada na temat dialogu ekumenicznego, ale ten dialog prowadzi tylko z dużymi graczami. Religie, które nie mają dużej siły przebicia, są tłamszone i pomawiane – w języku prawnym nie istnieje słowo „sekta”, całe to pojęcie jak i nasączenie go złymi emocjami to dzieło KK. Dlatego ja, jako okultysta, pomimo tego, że jestem uczciwym człowiekiem, nie robię nikomu krzywdy, co więcej często niemal bezinteresownie komus pomagam (niemal – użyłem tego słowa tylko dlatego, że wierzę w karmę :)), wiem, że gdybym powiedział w moim domu kim jestem, zaraz zostałbym oskarżony o kult Szatana (swoją drogą zastanawiam się, czemu koscielni piszą to IMIĘ z małej litery) i prawdopodobnie doszłoby do rękoczynów.

            • Dr Faustus pisze:

              No nie ma się do czego przyczepić w tym co mówisz. KK jest tak samo skorumpowany jak polski rząd. U podstaw chrześcijaństwa zapewne leżała jakaś szlachetna idea (co jak co, ale po takich prześladowaniach jakie przeżyli rzekomo pierwsi chrześcijanie, to chyba z natury powinni być tolerancyjni – niestety ci współcześni rzadko kiedy są) niemniej z biegiem czasu wyrósł wokół religii aparat z jakim mamy do czynienia teraz. Ile kłamstw zapewne dopisano po drodze przez 2000 lat, w tych ich świętych pismach, ewangeliach itd to chyba nie trzeba mówić. Jakby ktoś w roku 1200 dajmy na to naskrobał piórem, że baranie gówno jest święte, kilka osób by to powieliło w swoich kopiach pisma św, to obecnie mogłoby z tymi obyczajami chrześcijańskimi być mało zabawnie 😛
              Ja wyznaję zasadę: Rób co chcesz ale nie czyń innym krzywdy – i to w większości przypadków wystarcza. No chyba, że jednostka jest wybitnie patologiczna wtedy społeczeństwo powinno ją usunąć, ale od tego są sądy.
              Strasznie mnie śmieszy pewne zjawisko, mianowicie ogrom ludzi zmusza się do różnych obyczajów kościelnych, nierzadko nawet ich nie rozumiejąc. Po co chodzić na mszę? Żeby ziewać i patrzyć się godzinę w sufit, modląc o jej rychły koniec? Iść na msze to można jak jest wewnętrzna potrzeba, a nie społeczno – obyczajowy przymus. Bo co powiedzą sąsiedzi? Ech, żyjemy w czasach niesamowitej hipokryzji i ogłupiającego zmechanizowania codziennych czynności. Owczy pęd – rób tak jak robią inni, a jak jesteś inny to spalimy cię na stosie.
              Chociaż jakby się tak ostatnio zastanowić, w demokracji mniejszości zaczynają atakować większość, jak np geje obnoszący się swoim homoseksualizmem. A kogo to obchodzi co oni robią i jak to robią? Mam to gdzieś dopóki ktoś mi nie wmawia, że heteroseksualizm jest nienaturalny, a homo jest good i picuś glancuś, dziecko z kolei powinno mieć dwóch tatusiów. Mam ochotę wtedy nabić na widły, bo to tak jakby ktoś gadał, że Ziemia jest płaska. Tolerancja jest niczym cierpliwość – musi mieć swój kres. No ale kończę, bo zacząłem zbaczać z tematu.
              Pozdrawiam i dobrej nocy.

  9. Dr Faustus pisze:

    A tak btw – to Kościół swoje wpływy budował wiekami, zwolniony od podatków z globalnym zasięgiem, własnym wojskiem, bankierami i wywiadem – to dlatego się teraz wszędzie wtrącają. Mają ludzi na odpowiednich stanowiskach w kieszeni.

    • Sundance Kid pisze:

      Co do dwóch tatusiów zastanawiam się, co jest lepsze: dzieciństwo w domu dziecka, czy dzieciństwo u pary homoseksualnej. I tutaj też niestety nie ma dyskusji – ludzie mówią „nie, bo to zboczenie, potem przejdzie na dziecko”, a geje mówią „mamy do tego prawo”. Na ten temat jest taka histeria, że w niektórych srodowiskach już za tę wypowiedź, wbito by mnie na pal :p.

      • Dr Faustus pisze:

        Cóż na pewno i jedna opcja i druga dobra nie jest – porównywanie między nimi jest bezsensowne – i w jednym i w drugim przypadku dziecko będzie nieco skrzywione choć wydaje mi się, że jeśli dom dziecka jest w miarę w porządku to właśnie ta sierota ma większe szanse pomimo ograniczeń materialnych. Wiele osób przecież wychodzi z domów dziecka i zakładają normalne rodziny – wręcz starają się jak mogą zapewnić własnym dzieciom to czego im brakowało.
        Homoseksualizm zaprzecza idei rozmnażania płciowego. Nie ma co się odwoływać do religii, bo to każdy może podważyć, ale natury podważyć się nie da. Jeśli dwaj homoseksualiści będą potrafili bez użycia sztucznych metod się zapłodnić i donosić ciąże to uznam homoseksualizm za coś normalnego.

        A co do histerii to się zgodzę, choć najbardziej w tym wszystkim szkodliwa jest polityczna poprawność, bo jest to droga do forsowania różnych dziwnych ustaw. Niedługo to heteroseksualiści oraz naturalny model rodziny będą dyskryminowani. To wszystko tylko potwierdza jak głupia i niesprawiedliwa jest demokracja.

      • @Sundance Kid
        Jeśli mam patrzeć na to bez uprzedzeń to pojawia się proste pytanie, czy lepszy dom dziecka, po którym wychodzi się z syndromem sieroty, czy lepszych dwóch tatusiów, dzięki którym jesteśmy wytykani palcami.
        No i mimo wszystko bardzo to dla mnie nienaturalne pod kątem biologicznym. Jeśli odsuniemy ten argument (nienaturalności) to nie widzę również przeszkód, aby dziecko było wychowywane przez 4 tatusiów albo 3 tatusiów, mamusię i kózkę. No bo jak uzasadnić chęć oddania dziecka dwóm tatusiom, a nie trzem? Bo dwóch tatusiów to mimo wszystko „bliżej normalności”? Wtedy dajemy w rękę argument przeciwnikom oddawania dziecka komukolwiek poza dwojgiem osób płci przeciwnej.

        BTW Lubisz spaghetii westerny? Ja bardzo, chociaż wiem, że Butch Cassidy and Sundance Kid to inna półka 😉

        • Sundance Kid pisze:

          Podobał mi się „Dobry, zły i brzydki”, ale wczesniejsze częsci już tak sobie. Ogólnie lubię westerny ;).

          Kwestia wytykania, to kwestia tolerancji, dzieci oczywiscie inaczej odbierają swiat, ale przeważnie i tak papugują to, co usłyszeli od rodziców lub zobaczyli gdzies indziej.
          Rozważamy w tym wypadku tylko jeden z rodzajów adopcji, czyli przygarnięcie biologicznie „obcego” dzieciaka z domu dziecka. A co w wypadku, gdy np. kobieta/mężczyzna swój homoseksualizm odkrywa po zawarciu małżeństwa/ po poczęciu dziecka? Nie wiem czy oglądałes serial „Przyjaciele”, tam była kobieta (Carol), która została lesbijką po urodzeniu dziecka. Następnie wzięła slub ze swoją kochanką. Czy w tym wypadku pozbawilbys ją prawa do opieki nad dzieckiem? Przecież to jej dzieciak.
          Analogicznie sprawa tyczy się facetów, chociaż po rozwodzie mężczyzna zwykle o wiele trudniej dostaje prawa do opieki.
          Co w styuacji, jeżeli, dajmy na to jakis gej znajdzie matkę zastępczą, która urodzi jego dziecko?

          Dlaczego zatem, odmawiac prawa do adopcji parom homoseksualnym, jeżeli, zamiast mieszac w to osoby trzecie, wolą oni wziąsc dziecko z „bufora”?

          • Medival pisze:

            A skąd wiecie, że dziecko wychowywane przez gejów automatycznie będzie „skrzywione”? Według mnie bardziej chodzi tu o stosunek społeczeństwa do osoby mającej „dwóch tatusiów”, ale widziałem już w internecie wypowiedzi kilku sierot które mieszkały w domach dziecka i niemal każde mówiło, że wolałoby być wychowywane przez parę homoseksualistów, bo w ten sposób miałoby przynajmniej zapewnione ciepło i miłość, której nie zazna nawet w najlepiej wyposażonym domu dziecka. Na to już jakoś nikt nie zwraca uwagi. Gdyby społeczeństwo było bardziej tolerancyjne to osobiście przypuszczam, że nic takiemu dziecku by się nie stało. W końcu homoseksualizm to nie jest jakiś „fetysz”, którym można by je zarazić – to część mózgu odpowiadająca za popęd seksualny jest u gejów taka jak u normalnych kobiet, a u lesbijek jak u mężczyzn. Także twierdzenie, że gej wychowa geja jest jak mówienie jakoby niemożliwym jest by w heteroseksualnej rodzinie wychowana została osoba homoseksualna (a wiadomo, że większość gejów i lesbijek pochodzi z normalnych rodzin). Problemem jest tylko to wytykanie palcami, ale co stoi na przeszkodzie, żeby dziecko w szkole powiedziało, że opiekują się nim tatuś i wujek? Nie brzmi to już tak nienaturalnie i nie da się tego tak łatwo sprawdzić, o ile opiekunowie nie chodzą na żadne „parady równości” i nie ubierają się jak transwestyci ;p

            • Sundance Kid pisze:

              Dobrze prawi, polac mu!

              Swoją drogą co jest złego w fetyszyzmie? 😛

              I jeszcze raz swoją drogą: ciekawi mnie podejście kolibrów w kwestii „normalności”. Bo czym jest ta cała normalność – czy aby nie przypadkiem wizją większości? Tyle gada się o tym, jak kolektywistyczne myślenie jest złe, a potem samemu się tak myśli. Hipokryzja?

            • @medival
              Czyli (jeśli czytałeś mój wcześniejszy komentarz) zaakceptowałbyś opcję- dziecko pod opieką czterech tatusiów?

              • Medival pisze:

                A czemu by nie? Skoro są rodziny wychowujące po ośmioro dzieci, albo mieszkające razem z dziadkami/wujkami/ciotkami to nie widzę w tym nic złego. Jednak według mnie powinno się wtedy ustalić w takiej rodzinie jedną osobę do której dziecko zwraca się per ‚tato’, a do reszty mówić ‚wujek’, ale to oczywiście zależałoby od tego jak rodzina to sobie ustali.

                • @Medival
                  No i tutaj się nie zgadzam z jednego względu- uważam, że więcej strat przyniesie rozbijanie (na poziomie świadomości społecznej) w ten sposób tradycyjnego, usankcjonowanego biologicznie modelu rodziny, wychowywania, stosunku do dziecka etc., niż korzyści wynikających z być może lepszej egzystencji i rozwoju poszczególnych jednostek (tzn dzieci z domów dziecka).
                  To twierdzenie jest oczywiście nieweryfikowalne, mogę jedynie podejrzewać, że w podobny sposób widzą to przeciwnicy dopuszczenia adopcji przez homoseksualistów i inne grupki.

              • Medival pisze:

                Właściwie to jest jedyna rzecz poza aborcją w której nie zgadzam się z JKM’em. Powinno się patrzeć na potrzeby dzieci, a nie czy to jest „etyczne” czy nie. Ponadto niewiele osób chce adoptować dzieci z domów dziecka (skoro już ktoś decyduje się na dziecko w tym socjalistycznym kraju, to chyba lepiej zrobić sobie własne nie?), a dla gejów (w przeciwieństwie do lesbijek, które wystarczy, że się ‚zapłodnią’) jest to jedyna opcja. Oczywiście nie wszyscy geje mają ochotę na wychowywanie dzieci, no i nie jest ich znowu tak dużo w porównaniu do osób heteroseksualnych, ale mimo wszystko takie lekkie odciążenie sierocińców i domów dziecka też nie byłoby wcale takie złe.
                Zaś co do aborcji skoro już o tym wspomniałem, to uważam, że prawo jest dobre takie jakie jest. Czyli kobieta może dokonać aborcji w przypadku:
                a) gwałtu – po pierwsze jest to wygrana dla gwałciciela, ponieważ przekaże swoje geny dalej (a zresztą po takich genach nie można się nawet spodziewać co z takiego dziecka wyrośnie), a poza tym to co przeżywa zgwałcona kobieta, która musi jeszcze do tego nosić w sobie przez 9 miesięcy coś co jej o tym przypomina, czuje się brudna, a społeczeństwo do tego wytyka ją palcami brrr… to chyba jedyny powód dla którego tak naprawdę cieszę się, że jestem facetem
                b) gdy ciążą zagraża życiu lub zdrowiu matki – to chyba oczywiste, że lekarze zawsze wpierw ratują matkę, ale jeśli od samego początku pewne jest, że ciąża będzie szkodzić matce (słyszałem o kobietach, które niemal całkiem straciły wzrok z powodu ciąży) to brak aborcji jest w takim przypadku jak celowe jej okaleczanie i to również budzi mój sprzeciw…
                c) gdy istnieją dowody na to, że dziecko może się urodzić z poważnymi wadami genetycznymi – perspektywa wychowywania kaleki, który będzie się męczył przez całe życie, któremu może nawet nie będzie dane dożyć dorosłości. W tym przypadku nazwałbym to eutanazją (zapomniałem, że jeszcze w tym się nie zgadzam z panem Januszem) i również nie uważam tego za złe
                Tak więc można by powiedzieć, że jestem libarałem, jednak nie konserwatywnym, co zresztą się zgadza, jako że nie jestem katolikiem, a raczej okultystą i nigdy za bardzo nie wyznawałem wartości chrześcijańskich, chociaż w Boga jak najbardziej wierzę 🙂

            • Dr Faustus pisze:

              Medival, ano dlatego wiadomo, że to rodzina określa wartości. Jak cię matka nauczy że trzeba po sobie sprzątać to będziesz to robił – może nie od razu ale jak będziesz na swoim to zaczniesz tą naukę doceniać i stosować – jak Cię dwóch tatusiów nauczy że penetracja męskiego odbytu jest ok, to w końcu zaczniesz to próbować robić – fakt może nie skazuje Cię to w 100% na homoseksualizm ale na pewno podnosi szanse.

              • Medival pisze:

                Prawda, że to rodzice uczą dziecko wartości, ale czy jeśli twoi rodzice podczas seksu ubieraliby się w lateks, spinali kajdankami i biczowali to znaczy, że ty z pewnością będziesz robił to samo? Oczywiście że nie, seks to sfera intymna o której nie rozmawia się z dziećmi, a już na pewno nie uczy się córki jak ma robić loda chłopakowi. Zakładam, że dziecko dostawaliby normalni homoseksualiści (czyli ‚homosie’ jak to mówi JKM), a nie zboczeńcy którzy obnoszą się ze swoją seksualnością na lewo i prawo. Poza tym dlaczego uważasz, że geje uczyliby dziecko, że powinno zostać homoseksualistą? Że nie będą akceptowali jego orientacji? Przecież oni dokładnie przez to przechodzili! Wielu zostało odrzuconych przez rodzinę, a nawet przez własnych rodziców, co według mnie oznacza, że jako opiekunowie byliby o wiele bardziej tolerancyjni i z pewnością nie próbowaliby wymusić na dziecku swojej orientacji, tak jak to robili ich heteroseksualni rodzice.

                Ja myślę, że tacy opiekunowie owszem, opowiedzieliby dziecku o homoseksualizmie (oczywiście bez zagłębiania się w to jak wygląda taki stosunek płciowy, tak samo jak normalni rodzice nie opowiadają dziecku o seksie analnym itp.) równocześnie z uświadomieniem seksualnym i może nawet zapewniliby je, że homoseksualizm to nic złego i nie trzeba się go wstydzić, ALE nic poza tym. Tak więc zastanów się, czy tylko z tego powodu, że tacy opiekunowie nie potępialiby homoseksualizmu, większość chłopców nagle stałą by się gejami, a dziewczyn lesbijkami? Zwłaszcza, że jak już wspomniałem, nie jest to fetysz, a zmiana w mózgu, której nie da się nabyć poprzez wychowanie, tak więc szansa, że gej wychowa geja jest nawet mniejsza, niż to, że ktoś na wzór swoich rodziców ubierałby się w lateks i uprawiał perwersyjny seks.

                To o czym mówisz to nawet nie jest stereotyp – to zabobon, równie głupi jak przechodzenie pod drabiną czy stłuczone lustro i siedem lat nieszczęść.

              • Sundance Kid pisze:

                Już to widzę, jak dwoch tatusiów nauczy dziewczynkę penetracji męskiego odbytu ;).

  10. Stephan pisze:

    A tak z innej beczki. Fragment wpisu z blogu RP Łukasza Koryckiego:

    „Przeciętny polski przedsiębiorca aż jedną trzecią swojego czasu pracy musi poświęcić na wypełnianie obowiązków informacyjnych. Tak. Sporządzanie i wysyłanie deklaracji podatkowych, dostarczenie danych do ZUS czy OFE, krążenie po różnych urzędach – zajmują mu aż 34 proc. czasu. Czasu, który mógłby poświęcić, mówiąc najogólniej, na rozwijanie swojego biznesu.

    Te obciążenia kosztują rocznie firmy aż 77,6 mld zł, co stanowi aż 6,1 proc. PKB!
    (…)
    Dyżurną obietnicą każdej formacji politycznej przed każdymi wyborami jest uproszczenie życia przedsiębiorcom. I na tym się kończy, przez lata pozostaje prawie po staremu.
    (…)
    Jeśli jednak udałoby się znieść choć część biurokratycznych obciążeń, o gospodarkę nie musielibyśmy się martwić. Prywatni przedsiębiorcy pozbawieni zbędnego administracyjnego balastu rozpędziliby ją jak lokomotywę.”
    źródło: http://blog.rp.pl/blog/2010/07/16/lukasz-korycki-stracony-czas-przedsiebiorcy/

    No brawo! I szkoda tylko, że jedyny człowiek na polskiej scenie politycznej konsekwentnie mówiący to samo od lat, jest przez znakomitą większość publicystów/dziennikarzy (w tym cokolwiek „prawicowej” Rzepy) uważany za wariata.
    I mimo przebłysków otrzeźwienia (takich jak cytowany), ci sami publicyści zaraz zaczną biadolić, że przecież państwo tak mało robi ciągle dla swoich obywateli i że należy powołać „Radę do Spraw Y” czy „Urząd do Walki z X”.
    I tylko jakoś ta lokomotywa nie może ciągle ruszyć…

  11. Zhisoffrenick pisze:

    Na podsumowanie początkowego wątku: Anthony de Mello napisał „Altruizm to najbardziej wyrafinowana forma egoizmu”.

    Dalej, odnośnie wpisu Faustusa (15 lip, 9:41), pokuszę się o przytoczenie przysłowia, które gdzieś kiedyś usłyszałem „Głupotą jest uczyć się tylko na własnych błędach, mądrością zaś – uczyć się na błędach cudzych.” Oczywiście jeszcze większą głupotą jest nie uczyć się na błędach wcale – a i takich przypadków w społeczeństwie wiele.

    Ponieważ po raz pierwszy wypowiadam się na tej stronie (a przeczytałem już chyba wszystko, z komentarzami włącznie) wypadałoby dodać coś o sobie: żeby nie powtarzać wpisu zainteresowanych proszę o przeczytanie wypowiedzi „efemgie” (15. lip., 7:42 ) z pominięciem wątku teścia. 🙂

    Stronka genialna, mądre i przemyślane wypowiedzi zarówno autora jak i gości. Dodałem do RSS 🙂

  12. Daniel pisze:

    Pan Janusz Korwin-Mikke sam sobie zasłużył na image wariata. A szkoda, bo poglądy ma zdrowe, w większości. Powinien popracować nad PR :))

    Co do Twoich video na yt.com
    Mówisz inteligentnie i widać że się przygotowujesz – to na plus.
    Jak dla mnie pomysł z maskotkami jest totalnei zbędny…

    Co do strony – usuń te wyskakujące overliby jak się najeżdża na komentarze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s