O parytecie

Posted: Lipiec 28, 2010 in 02. Idee

Jak już wspomniałem w vlogu parytet jest pomysłem nie tyle głupim co po prostu niebezpiecznym. O ile bowiem na poziomie Sejmu, gdzie pierwsze skrzypce grają władze partii, a wszelkie decyzje można wymusić dyscypliną partyjną (a więc ewentualne negatywne skutki parytetu można zniwelować), o tyle na poziomie rady miasta parytet to automatyczne obniżenie poziomu organu celem realizacji politpoprawnych pomysłów.

Nikt nie sprzeciwia się dominacji kobiet w oświacie. Od najmłodszych lat jesteśmy kształceni przez kobiety- widać mężczyźni albo gorzej by się w tym sprawdzili albo po prostu nie chcą realizować się w tej dziedzinie. Równość wobec prawa, możliwość dochodzenia swoich praw przed sądem ma gwarantować wyeliminowanie ewentualnej dyskryminacji, która wynikałaby li tylko z uprzedzeń i stereotypów. Tworzenie jakichkolwiek przywilejów dla kobiet, czy to przy obsadzie rad nadzorczych, stanowisk urzędniczych etc. jest pogwałceniem zasady równości wobec prawa.

Zapewnienie kobietom połowy miejsc na listach wyborczych jest nie tylko nieuczciwe, ale również nie przysłuży się zamierzeniom środowisk proparytetowych. Na przykładzie wyborów do rady miasta, wystarczy, że zamiast jednego zgłosimy dwa komitety i wszyscy kandydaci mężczyźni wystartują tak jak chcieli z wyższych pozycji. Oczywiście stwarza to pewne trudności przy dostaniu się do organu, ale ominąć to można w jeszcze inny sposób. Na pierwszym miejscu umieszczamy żonę kandydata z drugiego miejsca i gdy ta dostaje się do rady miasta, zrzeka się mandatu i na stołek wskakuje osoba z kolejnym wynikiem z tej listy (dajmy na to jej mąż). Myślę więc, że ludzka kreatywność poradzi sobie z każdą regulacją, czego dowody ciągle dają nasi sprytni przedsiębiorcy. A cel- zwiększenie roli kobiet w polityce nie zostanie osiągnięty.

No właśnie, jaki powinien być cel parytetu? Samo w sobie zwiększenie roli kobiet w polityce niczego nie daje. Celem powinno być zwiększenie jakości uprawianej polityki. Czy przymusowo większa liczba kobiet na listach wyborczych w tym pomoże? Idąc tym tokiem rozumowania można by zapewnić 90% miejsc w Sejmie dla prawników, ale czy to zwiększyłoby jakość uprawianej polityki? Najlepszym wyjściem jest pozostawienie polityki tym, którzy chcą do niej iść. Cóż mi po lubianej nauczycielce w radzie miasta, która będąc świetnym pedagogiem, będzie równocześnie zanudzała się sesjami, czy przyjmowaniem petentów.

Resztę argumentów (których nie ma wiele bo i temat jest prosty) przedstawiam w vlogu. Zmienianie polityki na lepszą musimy zacząć od siebie. Od promowania mediów w internecie, opłacania think tanków, polecania znajomym różnych stron 😉 , portali i artykułów. Proste czynności pomnożone przez tysiące osób dadzą rezultaty, w przeciwieństwie do oderwanych od życia regulacji prawnych. Można oczywiście myśleć nad zmianą ordynacji wyborczej za czym kiedyś opowiadała się PO, ale  na chwilę obecną jest to niemożliwe. Dla zainteresowanych różnymi systemami wyborczymi polecam ten artykuł.

Co się zaś tyczy chorób współczesnych państw to nie jest to problem bloku wschodniego. Co jakiś czas będę przytaczał różne absurdy polskiego prawodawstwa, ale w dojrzałych zachodnich demokracjach jest jeszcze ciekawiej. Poniżej news z portalu wPolityce.pl

Jak podaje Los Angeles Times, Departament Obrony USA przyznał, że nie istnieją zapisy dotyczące tego w jaki sposób wydano ponad 2 miliardy dolarów przeznaczonych na odbudowę Iraku w latach 2004-2007. Mniejsze lub większe problemy z rozliczeniem obejmują łącznie szokująca sumę 8.7 milarda dolarów, ale w przypadku 2.6 milarda nie istnieją żadne dokumenty potwierdzające ich wydanie na cele związane z odbudową Iraku.

Te 2,6 miliarda (tyle co najmniej ukradziono) to 2000 sztuk Maybachów Landaulet. Tyle nowych bryczek zarejestrowanych na urzędnicze stanowiska może śmigać po amerykańskich drogach w efekcie jednego tylko wojennego przekrętu. A okazji do kradzieży we współczesnych państwach opiekuńczych, które zabierają obywatelom 40-70% dochodów, jest naprawdę wiele.Cóż poradzę, komenda br nie działa Cóż poradzę, komenda br nie działa Cóż poradzę, komenda br nie działa

Ani wysoka kultura polityczna, ani nawet najlepsze regulacje nie uchronią nas przed okradaniem podatników przez polityków, urzędników, wojskowych i biznes zaprzyjaźniony z władzą. Tam gdzie będą cudze pieniądze zabierane pod przymusem, zawsze będą też kradzieże i oszustwa. Dlatego właśnie optymalnym modelem jest państwo minimum- z niewielkim budżetem i niewielkimi uprawnieniami. Przerzucenie na państwo obowiązków, które powinny spoczywać na lokalnych społecznościach, zawsze będzie prowadzić do takich sytuacji jak powyższa.

Reklamy
Komentarze
  1. Lujan pisze:

    Oj koleżko, miał być dzisiaj… Oszukujesz swoich czytelników 😛

  2. Lujan pisze:

    Kurcze, jestem godzinę to terminie a tu dalej pusto 🙂

  3. Colsi pisze:

    Witam.
    Chciałbym poruszyć kompletnie inną kwestię. Otóż poruszyłeś w komentarzach do jednego ze swoich z pierwszych artykułów(niestety nie mam czasu tego znaleźć) kwestię „wojujących ateistów”. Ktoś wspomniał, że jest ateistą i wtedy napisałeś, że też kiedyś byłeś. Przeczytałeś jednak wiele książek i już nim nie jesteś i napisałeś, że ten ktoś też kiedyś przestanie być.
    Otóż, według mnie nie powinieneś poruszać tematów wyższości jednej wiary nad drugą.
    A co do przeczytanych książek, Stephan Hawking musi być jakimś skończonym durniem skoro jest ateistą.
    Każdy ma prawo do własnej wiary, a w świecie nie brakuje „wojujących katolików”.
    Tak dla jasności, nie jestem ateistą tylko deistą.
    Jeżeli źle zrozumiałem Twój komentarz, proszę o poprawienie mnie.

    • @Colsi
      Troszkę uprościłeś moją myśl, a może to ja nie do końca jasno się wyraziłem, też nie chce mi się szukać tamtych komentarzy.
      Na gruncie mojej obecnej wiedzy jestem osobą wierzącą, aczkolwiek przemawia do mnie Hegel, który stwierdził: religia w sposób wyobrażeniowy wyraża tę samą prawdę, którą filozofia wyraża w sposób pojęciowy.
      W związku z powyższym w żaden sposób nie uważam się za lepszego od ateisty, mogę jedynie argumentować za moją, a nie inną interpretacją czysto filozoficzną.
      Za durniów uważam jedynie ateistów wojujących bowiem własne poglądy filozoficzne to jedno, a niedostrzeganie utylitarnej roli religii i zwalczanie jej to dla mnie głupota.
      Moje luźne rozważania na temat wiary są tutaj http://tiny.pl/h7tkm

      pzdr

      • Glassius pisze:

        Moim zdaniem to nie religia ukształtowała naszą moralność, ale moralność religię. Jako oczytany człowiek musiałeś wertować Pismo Święte, które bezwzględnie każe zabijać morderców. Oczywiście, lud Biblii nie czytuje, więc pozwala o kwestiach moralności decydować księżom, a ci mimo wyraźnych wytycznych „z góry” są przeciwko karze śmierci. Podobnież jest z kilkoma innymi kwestiami.

        Wynika to z tego, że powszechna religijność chrześcijańska nie jest dziełem Boga, ale ludzi, i zawsze odpowiadała duchowi czasów.

        Moim osobistym zdaniem człowiek jest zwierzęciem (czy z duszą? To inny temat) i o naszej moralności decyduje nasz instynkt. Tak samo wilki nigdy nie atakują osobnika odsłaniającego gardło, mrówki pracują bezustannie dla dobra kolonii, samce goryli poświęcają życie w obronie stada, a psy czekają latami na powrót zmarłych właścicieli. Moralność i altruizm bywa często skuteczną strategią ewolucyjną i to właśnie to moim zdaniem ukształtowało to, co według nas jest dobre, a co złe. Religia jest niepotrzebna by to sankcjonować, chyba że kogoś obraża fakt bycia zwierzęciem.

        • @Glassius
          Jako utylitarysta nie mogę się zgodzić. Człowiek potrzebuje jakiegoś uzewnętrznienia drzemiących w nim praw, czegoś co te prawa sankcjonuje. To co Ty piszesz jest dosyć jasne, ale na płaszczyźnie intelektualnej. Religia zaś jest prostszym nośnikiem moralności, łatwym do przyswojenia i moim zdaniem niezbędnym. Warto w tym świetle popatrzeć na starożytnych, którzy najpewniej wymyślili religię tak szybko ja to było możliwe. Funkcja religii jako elementu sankcjonującego władzę pojawiła się później.

      • Sundance Kid pisze:

        Własnie przeczytałem Twój wpis na temat wiary i powiem Ci jedno – aksjomaty od których wychodzisz są błędne. Od ponad 50 lat wiemy już, że wszechświat bardziej niż dzieło zegarmistrza przypomina jeden wielki burdel. Teoretycznie możliwy jest kolaps całego wszechswiata w jednej chwili, bez jakiejkolwiek przyczyny.

        Poza tym, Twój argument o koniecznosci istnienia praprzyczyny wszystkiego, już dawno został zakwestionowany. Co jest bardziej prawdopodobne – że cos weźmie się z niczego, czy ze cos wezmie się z niczego, a na dodatek stworzy za pomocą swojej siły woli kolejne cos?

        • @Sundance Kid
          Co sugeruje ten burdel? Jeśli teoria kwantów to się nie zgodzę, możemy o tym popisać. Poza tym czemu zakładasz, że uważam chrześcijańskie creatio ex nihilo za pewnik- a poza tym praprzyczyna, a creatio ex nihilo to dwie różne kwestie? W końcu „coś” mogło przecież istnieć odwiecznie.
          poza tym zupełnie nie rozumiem skąd to zafascynowanie dyskusjami na temat wiary skoro jasne jest, że na gruncie logiki nie można udowodnić, ani istnienia, ani nieistnienia Boga (nie lubię tego terminu, ale jest najpowszechniejszy). Można to jedynie uprawdopodobnić i to właśnie czynię.

          • Sundance Kid pisze:

            Podobnie na gruncie logiki nie można podważyc kultu niewidzialnego jednorożca.

            Co do fizyki kwantowej – proponuję zapoznac się z teorematem Bella i doswiadczenie Schrodingera.

            Ok, rozumiem, że różnica między powstaniem z niczego, a praprzyczyną, polega na tym, że w jednej wersji cos wzięło się z niczego, a w drugiej cos istniało w nieskończonosci. Współczesna fizyka raczej skłania się ku przekonaniu, że cały otaczający nas swiat jest dziełem przypadku. Nie została udowodniona żadna teoria, która wyjasniałaby wartosci stałych fizycznych. Nawet popularna swego czasu teoria strun powoli się sypie.

            Istnienia Boga owszem, nie można podważyc, wszystko opiera się na prawdopodobnieństwie. Patrząc przez pryzmat dorobku współczesnej nauki rola Boga, demiurga, „siły sprawczej” miałaby się ograniczac do… nieczego. W takim wypadku istnienie Boga jest wysoce nieprawdopodobne. Gdybym miał ocenic mój ateizm w skali od 1 do 7, gdzie 1 to absolutna pewnosc, że Boga nie ma, a 7 to pewnosc, że jest, byłoby to 2. Podobnie jak czyni to R. Dawkins w „Bogu urojonym”. Nie wiem czy znalazłaby się chociaż jedna osoba, która okresliłaby się jako 1, natomiast całe tłumy zadeklarowałyby się jako 7.

            Lubię dyskutowac o religii, ponieważ moim skromnym zdaniem, każda zinstytucjonalizowana religia jest narzędziem kontroli mas i „fabryką” nienawisci i nietoleracji, a wszystko to pod płaszczykiem szerzenia pokoju. Wszystkie trzy „wielkie” religie monoteistyczne okreslają się w ten sposób, jednoczesnie będąc najbardziej agresywnymi religiami swiata.

            • @Sundance Kid
              Popełniasz klasyczny błąd wywodzący się od adwersarza Anzelma (imienia nie pomnę). Akurat w pojęciu niewidzialnego jednorożca nie ma nic co domagałoby się jego istnienia. Ja poczytam o kwantach, a Ty o Anzelmie 😉
              Jeśli w świecie danym istnienie zamysłu miałoby się jakoś manifestować to na pewno nie na poziomie akademickim, a na poziomie zjawiskowym. Moja wiedza z fizyki jest skromna, ale kiedy poczytałem spory praktykujących fizyków o rzeczy zupełnie podstawowe (takie były w moim mniemaniu, mówię o fizyce oczywiście) to wszelkie teorie traktuję jako ciekawostki, do których i tak nie dorastam. A te ciekawostki na jakiś czas, aż do momentu ich obalenia posłużą za argumenty dla jednej lub drugiej strony.
              Jeśli zaś chodzi o poziom zjawiskowy to świat poczynając od organizmów żywych, a kończąc na systemie aksjomatów jakim jest matematyka, jest dla mnie wystarczająco uporządkowany i oparty na pewnych stałych prawach.
              Poza tym zauważ, że napisałem, że nie rozumiem zafascynowania dyskusjami o wierze, a Ty też klasycznie uznałeś (pewnie z rozpędu), że chodzi mi o religię. To dwie zupełnie różne sprawy.
              Co do samej religii postrzegam ją jak już pisałem przez pryzmat wartości utylitarnych i mrzonki o tworzeniu społeczeństwa bez takich nośników wartości są dla mnie bezsensowne. I nieistotne, czy przedmiotem kultu stanie się Pan z Brodą, czy może jak w szintoistycznej świątyni postawi się przede mną lustro.

              • Sundance Kid pisze:

                Tylko, że takie społeczeństwo jest zaprzeczeniem wolności, bo wszelka inność jest niszczona przez „normalne” społeczeństwo. A to typowy kolektywizm. Społeczeństwo istnieje dla człowieka, a nie odwrotnie.

                Moim skromnym zdaniem, religia ma działanie odmóżdżające, ponieważ daje gotowe i „proste” odpowiedzi na trudne pytania. Ludzie nie zastanawiają się nad swoimi zasadami, tylko robią coś, bo „tak trzeba”.

                • @Sundance Kid
                  Ale przecież nie mamy religii państwowej. Inna sprawa, że nie powinniśmy mieć konkordatu, to fakt.
                  Równie dobrze można by stwierdzić, że kultura jest zaprzeczeniem wolności. Lub samo wychowanie.
                  Oczywiście religia daje proste odpowiedzi, ale 95% ludzi nie potrzebuje innych odpowiedzi, tak samo jak nie potrzebuje znajomości budowy auta, żeby nim jeździć. No i nie tyle „robią coś bo tak trzeba” tylko po prostu religia jest uzasadnieniem takiego, a nie innego postępowania.

  4. Tuniu pisze:

    Co ja mogę dodać od siebie.
    Wydaje mi się, że polityka to typowo męski zawód, który wymaga agresji, wytrwałości, pewności siebie, silnej woli i co najważniejsze – chęci do rywalizacji. Polityka to tak samo męski zawód jak górnictwo, hutnictwo, budowlanka itd. Oczywiście zdarzają się wyjątki. Wprowadzenie kobiet na siłę do polityki spowoduje spadek jej jakości tak samo, jak wprowadzenie na siłę kobiet do górnictwa spowoduje spadek jego jakości. O to drugie na szczęście feministki nie walczą. Istnieją zawody typowo męskie i typowo kobiece, nikt nie neguje tego, że kobiety lepiej radzą sobie w zawodach wymagających cierpliwości, opiekuńczości, zrozumienia, empatii, umiejętności przekazywania swojej wiedzy innym itp, czyli w przedszkolach, szkołach, gabinetach psychologicznych, żłobkach itp. Poza tym kobiety w większości po prostu nie są zainteresowane polityką. Widzę to np. w szkole, kiedy rozmawiam z kolegami o polityce, dziewczyny zazwyczaj szybko się ulatniają, odchodzą na bok i rozmawiają o czymś innym, bo ich ten temat nie interesuje. Dowodem na to, że kobiety w dużo mniejszym stopniu interesują się polityką jest właśnie ich ilość w polityce, w parlamencie, partiach politycznych itp, zdecydowanie mniejsza niż ilość mężczyzn.
    Oprócz tego feministki próbują wmówić kobietom, że np. prowadzenie domu i zajmowanie się dziećmi to coś gorszego niż praca poza domem, aby ten dom i te dzieci utrzymać. W ten sposób feministki strzelają gola tym kobietom, które z dumą mówią o sobie ,że są „Paniami Domu” i nie widzą w tym nic złego. Ale przez „wyzwolone” spod jarzma mężczyzn feministki nazywane są one „Kurami Domowymi” gdzie to określenie ma dla nich wydźwięk jak najbardziej negatywny. To pokazuje, że feministki często zamiast działać dla dobra kobiet działają przeciw nim.

  5. Rotflesss pisze:

    Już myślałem ,że niczym mnie nie zaskoczysz w tym temacie, ale zaskoczyłeś. Chodzi mi o ten papier z sądu.Rzeczywiście dziadostwo dużo kosztuje jak na 1 kartkę ,no ale w czym rzecz.Rzecz w tym ,że cała kupa ludzi ,która idzie do pracy,bądź gdziekolwiek gdzie jest to potrzebne ,płaci za ten papier.W samym 2009 roku 3 miliony ludzi dało za to kasę. Rokrocznie niemal tyle samo pieniędzy wpływa do budżetu. To są ogromne kwoty.Do tego jak widzimy ,że w każdym produkcie mamy rozmaite vaty ,akcyzy to daje taką sumę ,że za to spokojnie 3 igrzyska olimpijskie pod rząd dalibyśmy radę sfinansować .No i znów problem -rozepchany socjal oraz klientela partyjniacka .Dlatego potrzeba nam nowej udoskonalonej ustawy Wilczka ,która zapewniłaby zniesienie przymusu ubezpieczeń oraz zlikwidowanie dochodowego na dobry początek dnia.

  6. Kom pisze:

    Człowieki z Poważnych Partii mogą zająć jedną państwową posadę, ale jeśli mają żonę to może ona poświęcać się dla naszego dobra na drugiej, parytetowej posadzie – i od razu rosną możliwości założenia starej, dobrej rodziny. Tylko gejów żal…

  7. shiverr pisze:

    Tyle czekałem, mogłeś się bardziej postarać…

    …chciałoby się coś dodać, ale nieszczególnie jest co 🙂

    • @shiverr
      Temat niestety konieczny do poruszenia w świetle prezydenta, który poprze parytet i wyborów w 2011, po których może powstać koalicja SLD + PO.
      Wczasowałem się ponad tydzień- stąd zastój.

  8. Jimmy_CSF pisze:

    Nie potrafię znaleźć dziedziny, w której parytet byłby korzystny.
    Jeśli macie jakiś przykład to chętnie się dowiem.

    • @Jimmy_CSF
      Małżeństwo? 😉

      • Jimmy_CSF pisze:

        No tak … ale to tak samo jakby powiedzieć, że moneta musi mieć awers i rewers.
        Chociaż żądania małżeństw jednej płci są coraz głośniejsze więc może kiedyś monety będą miały dwa awersy 😉
        Jestem programistą … ostatnio mówię żonie, o tej kwestii parytetów i równości płci poruszanej w mediach … i że jak chce poprogramować to ma pralkę i zmywarkę 😀
        Wcale się nie obraziła, bo rozumie dokładnie jak szkodliwe są „równości” i „Parytety”.
        Uśmieliśmy się po pachy 😉

  9. cephei pisze:

    Witajcie

    W pierwszym artykule tego portalu zadałem pytanie. Mam nadzieje, że zostanie zauważone 🙂

    Pozdrawiam

  10. Tobiasz pisze:

    Bardzo ciekawy artykuł, podałeś w nim kilka argumentów, które są celne, a których nie słyszałem przysłuchując się dyskusjom o parytecie. To czego mi jednak brakuje, to odpowiedzi na najważniejsze powody, podawane przez zwolenników parytetów, dla których warto umieszczać więcej kobiet na listach wyborczych. Zwolennicy takich regulacji wskazują, że wybór kobiet byłby nieobowiązkowy i że nawet z obowiązującym parytetem, mogła by zaistnieć sytuacja, w której zostali by wybrani sami mężczyźni. Ten argument przekonuje zwolenników parytetów do nieszkodliwości tego rozwiązania, mnie jednak nie. Według mnie to hipokryzja w najczystszej postaci.
    Poza tym chciałbym zwrócić uwagę na sformułowanie „minimum 50% miejsc dla kobiet na listach wyborczych”. Dlaczego „minimum”? Czy to nie jest jawna dyskryminacja mężczyzn?
    Zainteresowanym tematem polecam:
    http://www.popieramparytety.pl/parytety-tak.html
    gdzie można na przykład przeczytać, że kobiety nie mają dostatecznej reprezentacji w parlemencie (a mężczyzna nie może reprezentować kobiety?) i że w związku z tym, że w sejmie jest tylu mężczyzn pieniądze idą na np. Euro 2012 a nie politykę socjalną
    oraz
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,7446672,W_Szwecji_parytet_plci_nie_wypalil.html

    • @Tobiasz
      O wszystkim właściwie powiedziałem, nie wiem co tu dodawać.
      Argument, który przytaczasz jest ciekawy bo pokazuje, że zwolennicy parytetów wiedzą, że jest to nieuprawniony przywilej i pokazują wentyl bezpieczeństwa na zasadzie „ten wybór nie będzie obowiązkowy”. Ale obowiązkowe będzie wyeliminowanie z listy naturalnych kandydatów, którzy chcieli się na niej znaleźć i do tego dążyli, na rzecz tych, którzy mniej chcieli, mniej się starali, mniej im zależało. Jeszcze raz powtórzę- płeć nie jest kategorią polityczną. To zdanie jest dla feministek niezrozumiałe bo na tym opiera się ich rozumienie polityki.
      Stronkę proparytetową przeczytałem i nie ma tam za wiele ciekawych rzeczy poza typowym blablabla. No i słusznie podnosisz inną kwestię- dlaczego kobieta nie może być reprezentowana przez mężczyznę. Przeciez tak właśnie jest bo większość kobiet głosuje na mężczyzn.

      pzdr

  11. amethass pisze:

    Ja tam jestem za parytetem 😉 – ale jedynie w łóżku 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s